Warszawa 582 + 0
Łódź 453 + 11
5 nauk jazdy i 4 holowniki (jedna zajezdnia chyba nie ma holownika)
Kraków 310 + 4
Katowice 338 + 7
Wrocław 350 + 0
Poznań 244 + 2
272+273 policzyłem jako liniowy, bo nie znam statusu
Szczecin 173 + 1
Gdańsk 208 + 4
5001, 9005 a reszta to miała być pocięta z okazji placu drogowego
Bydgoszcz 127 + 0
Częstochowa 50 + 0
A nie skasowano 4 składów?
Toruń 55 + 0
Gorzów Wlkp. 24 + 1
Elbląg 23 + 0
039 i 040 to jeszcze gniją?
Grudziądz 20 + 0
Razem 2957 + 30
Złomowano (oficjalnie) 438 105tek.
--
Wysłano z serwisu OnetNiusy: http://niusy.onet.pl
Święta racja Kiersno. Ja jak miałem gimnazjum i byłem w najlepszej klasie w szkole jak i nie najlepszej w całym mieście (Gorzów Wlkp ) to odczuwałem taki niesamowity luz że szok. Inni mi zawsze mówili a ty kujesz pewnie siedzisz do późna. A to była nieprawda. Obijałem się jak nic. Wystarczyło trochę popracować ale to naprawdę trochę w pierwszym półroczu i dalej już szło ślizgiem. Nie musiałem często chodzić na lekcje bo gościówa wiedziała, że dojeżdżam i zawsze bez usprawiedliwienia mi wszystkie godziny skreślała. To był po prostu looz. W liceum troszkę się już nalało. Ale też był ogólny looz. To tam wyrosłem na klasowego ściągacza A studia? No cóż to już nie gratka, bo na to idą pieniądze twoich rodziców a nauki jest dość sporo. Więc czasem trzeba się przyłożyć i zarwać jedną nockę
_________________
Tak tu się w pełni z tobą zgadzam nie zawsze ktoś kto ma dobre oceny musi cały swój czas poświęcać na naukę niekiedy wystarczy raz dobrze się przyłożyć a potem wszystko idzie jak po maśle a przede wszystkim wystarczyło uważąć na lekcjach a potem raz spojrzało się w zeszyt i wszystko się wiedziało.
Ale tak to się robiło w podstawówce i Liceum bo studia to już jedank trochę wyższa szkoła jazdy.
Również polecam tą szkołe nauki jazdy. Jest najlepsza jesli chodzi o Myślibórz i okolice. Z wykladów można wycianąc bardzo dużo. A co najważniejsze że rzeczy o których mówi wykładowca zostają w pamieci na bardzo dłuuugo. Na wykładach panuje fajna atmosfera, która zachęca do przychodzenia na następne wykłady. Jesli chodzi o jazdy to tu rownież niesamowita atmosfera. Cierpliwosc instruktorow.. i wogóle.. to bardzo pomaga przy nauce jazdy.. Kazdemu instruktorowi (nietylko z tej szkoły) zależy chyba żeby kursant zdał egzamin.. Jeśli chodzi o egzamin to niema co sie matrwić... najważniejsze to to aby opanować nerwy.. Egzaminatorzuy w GW niesą tacy straszni jak mówi wiele osób.. Fakt że można trafić na zły humor egzaminatora i niebędzie on aż tak pobłazliwy ale jeśli robimy wszytko tak jak umiemy i jesteśmy tego pewni to można spokojnie zdać.. Moje pierwsze podejscie mialam z pania o ktorej krąża juz legendy ale oblałam z własnej winy i niemam do nikogo o to pretensji... Stres wziął gorę nad umiejetnosciami i tyle.. Za drugim sie udało.. Przed egzaminem niesłuchałam już ludzi, ktorzy opowiadają jaki ten egzaminator jest.. Nie ma co sie nakrecac... Naprawde ośrodek w Gorzowie wlkp. jest ośrodkiem w ktorym można zdac..
Białystok: kosmicznie długa jazda pociągiem
Częstochowa: śmierdzący dworzec, miła pani w barze, przesiadki
Gdańsk: wydział prawa UGd i korupcja
Gdynia: Akademia Morska
Gliwice: zielone i czerwone wnęki okien w starych budynkach robotniczych (kto poszuka trochę to wie, o co chodzi)
Gorzów Wielkopolski:
Katowice: śmierdzący dworzec i miła para sprinterów, z którymi walczyliśmy z pkp
Kielce: białogon i łażenie, łażenie, łażenie. po górach oczywiście
Kraków: pewna jedna zła kobieta
Łódź: bieda, kino cytryna, festiwal yapa
Opole: nieśmierdzący dworzec, rekordowe - 70minutowe spóźnienie pociągu
Poznań: Malta, teatr
Szczecin: Pogoń!!!
Warszawa: na mazurach - wieśniactwo, burżujstwo, nowobogaccy; ostatnio - niesamowicie sympatyczni ludzie na konferencji media student
Wrocław: śmierdzący dworzec, zatłoczone autobusy, korki na remontowanych drogach, niesamowite imprezy na wyspie słodowej, tętniący życiem rynek, wydział nauk społecznych w byłych ruskich (a wcześniej niemieckich) koszarach, piwo na kamiennych stołach do ping-ponga, niesamowita historia... no dużo mi się z Breslau kojarzy, w końcu tu mieszkam
pzdr
Mój pierwszy koń to maleńki kucyk, taka okrągła bambaryła. A pierwsze kroki "poważnej" nauki jazdy stawiałam na gniadym Juchcie, bodajże rasy wlkp ale głowy nie dam, w Chwalęcicach pod Gorzowem Wlkp.
[Gorzów Wielkopolski] Autobusy nie mieszczą się na nowym rondzie
Zadzwonili do redakcji dwaj kierowcy autobusów z informacją, że nowe rondo zbudowane przy moście Staromiejskim na gorzowskim Zawarciu jest zbyt ciasne.
Autobusy, wjeżdżając na rondo z mostu, z trudem mieszczą się na jednym pasie jezdni - alarmują kierowcy. Jak zapewniają miejscy urzędnicy, rondo zostało wykonane zgodnie z obowiązującymi normami. Do tego obowiązywać ma zakaz przejazdu przez most tirów, jednak przez główne skrzyżowanie Zawarcia codziennie przejeżdżają dziesiątki autobusów.
Sprawdziliśmy na miejscu i rzeczywiście obawy kierowców się potwierdziły. Poza autobusami PKS, przez rondo jeżdżą autobusy 16 linii MZK, autobusy PKS, a nawet autobusy nauki jazdy. Najgorzej mają kierowcy linii, które biegną na ul. Fabryczną. Ciasny zakręt w prawo sprawia, że przy wjeździe na rondo przód autobusu zajmuje także wewnętrzny pas jezdni na rondzie.
- To dopuszczalna sytuacja, pod warunkiem że kierowca długiego pojazdu, np. autobusu, nie wymusza pierwszeństwa na kierowcach jadących już na rondzie - mówi kom. Wiesław Widecki, naczelnik gorzowskiej drogówki. - To rondo miało spowolniać ruch. Kierowcy np. 18-metrowych autobusów zdają sobie z tego sprawę. Martwi mnie co innego. Zauważyłem, że wielu kierowców, jadąc na rondzie wewnętrznym pasem, przy zjeżdżaniu z ronda w jedną z ulic zajeżdża drogę kierowcom jadącym zewnętrznym pasem. Jest to wymuszenie pierwszeństwa. Przed tym rondem nie ma znaków informujących, że z wewnętrznego pasa można zjechać z ronda. Taka sytuacja jest np. na rondzie Wyszyńskiego, ale na Zawarciu mamy skrzyżowanie z ruchem okrężnym, na którym obowiązują przepisy jak na zwykłym rondzie, których niestety wielu kierowców nie zna.
Uprawnienia Kierowcy Wózka Jezdniowego wydawane bezterminowo na drukach MEN.
Wszystkie typy wózków (spalinowe, gazowe, elektryczne) + uprawnienie do wymiany butli gazowych.
CERTYFIKAT AKCEPTOWANY ZA GRANICĄ, wydawany w trzech językach (bez dodatkowych dopłat)
Zezwolenie imienne do kierowania wózkami.
U nas nie płacisz za dokumenty po angielsku i niemiecku!
Wyjedziesz do Anglii, Szkocji, Irlandii, Niemiec, szybciej znajdziesz pracę.
Upusty dla firm, grup zorganizowanych powyżej 5 uczestników.
Każdy uczestnik otrzymuje wszystkie materiały do samodzielnej nauki.! NIE BIERZEMY ŻADNYCH ZALICZEK, PŁACISZ NA KONIEC SZKOLENIA!
CENA PROMOCYJNA TYLKO 299zł
kom. 607 593 400
kom. 603 117 647
034 324 99 33
Jeździmy na:
Toyota 7FGL15 Automat LPG
Toyota 7FGL15 Automat LPG
Toyota 7FGL10 Manual LPG
Toyota 7FGL18 Manual LPG
Komatsu FG20T-15 Automat LPG
HC Lift CPQD15N-RW20 Automat LPG
HC Lift CPQD15N-RW20 Automat LPG
STILL R70-16T Automat LPG
HC Lift CL15.34 - elektryczny
HC Lift CL15.34 - elektryczny z platformą dla operatora
Najstarszy wózek ma 3 lata,
wszystkie zarejestrowane są w oddziałach UDT
Wśród naszych pracowników są konserwatorzy
Urzędu Dozoru Technicznego
którzy dbają, aby sprzęt na którym Państwo jeździcie był
w nienagannym stanie technicznym
Wrocław, ul. Jaworska 4 tel. 0 788 620 620
Częstochowa, ul. Tartakowa 2/4 tel. 0 607 593 400
Wieluń Oś. Wyszyńskiego 35/3 tel. 0 603 117 647
Gorzów Śl. Uszyce 170 tel. 0 606 694 530
Rawa Mazowiecka ul. Kościuszki 12 tel. 0 511 502 602
Kluczbork, Mickiewicza 8 tel. 0 606 694 530
Sieradz, Mickiewicza 2 tel. 0 601 21 99 44
Kalisz ul. Częstochowska 211 tel. 888 523 523
Radom ul. Dzierzkowska 9 tel. 603 117 647
Brzeg ul. Towarowa 10 tel. 603 117 647
Ostrów Wlkp. ul. Wrocławska 95 tel. 0 888 505 510
Do Państwa dyspozycji mamy w naszej firmie 10 wózków! firm Toyota, Komatsu, HC, Still
Jesteśmy autoryzowanym dealerem wózków widłowych KOMATSU i Hangcha
Godziny i terminy jazdy dostosowujemy indywidualnie do klienta. Nawet jeśli pracujesz w systemie 4 zmianowym dostosujemy się do Twojego rytmu pracy.
Specjalnie dla Rinoici oraz Gurutsu, którzy jako jedyni zadeklarowali chęć poczytania ^^.
Historia ta wydarzyła się najprawdopodobniej w roku 1997, w czasie gdy przez Polskę przewijały się wielkie powodzie. Wszelkie wydarzenia mogą być urozmaicone przez wyobraźnię 8-latka jak i zatarte w wyniku upływu czasu...
Samochodowe PRZYpadki część 1 ;) (Rin - nie chcę "wypadku" xD)
Zbliża się koniec pobytu nad morzem. Międzyzdroje. Przyjechaliśmy tu po raz drugi. Moja rodzinka, rodzinka znajomych z pracy mojego taty oraz ich kuzynostwo. Razem zabraliśmy się trzema samochodami: Trabant 601, Fiat Ritmo oraz Fiat Cinquecento. Pogoda była wyśmienita - w sam raz na drogę - panował chłód i choć jezdnie były mokre, nic nie wskazywało na deszcz. Zanim jednak wyruszyliśmy, okazało się, że znajomi mają problem: rozładował się akumulator, gdyż samochód nie był uruchamiany przez ostatnie 2 tygodnie. Jedyną radą było podłączenie kabli rozruchowych między Cinquecentem a Ritmo, gdyż instalacja elektryczna naszego Trabanta jest 6V a wszelkie współczesne samochody używają instalacji 12V. Ritmo zaskoczył, więc ruszyliśmy w drogę, podczas której ich akumulator odzyskiwał sprawność. Niestety, po opuszczeniu wyspy Wolin nadciągnęły ciemne chmury i zaczęło padać. W bardzo krótkim czasie rozpętała się prawdziwa ulewa. Wszystkie samochody starały się jechać powoli, by wycieraczki nadążały z odprowadzaniem nadmiaru wody.
Już po kilkudziesięciu kilometrach jazdy ojciec zaczął zgłaszać problemy. Nie był w stanie utrzymywać nawet 60km/h, dlatego zwolniliśmy do 45km/h. Po chwili stwierdził, że "nie pali mu jeden gar". Kulaliśmy się w ten sposób przez jakieś 10-15km poniemiecką autostradą zbudowaną z betonowych płyt, w całkowitym deszczu. Znajomi jechali za nami i dlatego zauważyli, że coś jest nie tak. Jechaliśmy bardzo powoli, deszcz był niemiłosierny. Po kolejnych kilometrach jazdy w wielkim napięciu i stresie: "Co teraz będzie?" nadeszły złe wieści. Silnik zamilkł. Zjechaliśmy z rozpędu na pobocze, a znajomi przed nami. Cóż można zrobić? Podczepiliśmy linkę holowniczą i z racji, że poniemiecka autostrada już od wielu lat jest zdegradowana do rangi drogi ekspresowej rozpoczęliśmy holowanie. Jechaliśmy tak złączeni przez jakieś 40km, aż zjechaliśmy z "pseudoautostrady", przejechaliśmy przez obrzeża Szczecina i znaleźliśmy się na trasie Szczecin-Gorzów Wlkp. Tam znajomi zdecydowali zatrzymać się na tankowanie oraz tam też znajdował się "jakiś" serwis samochodowy.
Niestety o wykwalifikowanej kadrze serwisantów oraz częściach zapasowych do tak zabytkowego samochodu nie było mowy. Wszyscy odczekaliśmy "swoje". Tata nadal mocno zdenerwowany przystąpił do pracy, jednak nie umiał zlokalizować usterki. Objawami był brak iskry na obu cylindrach. Natomiast przyczyny nie były jasne. Szybko otwarta została pokrywka aparatu zapłonowego, który w naszym samochodzie jest jeszcze mechaniczny, a nie elektroniczny. Przeczyszczone zostały świece, które najzwyczajniej w świecie zostały zalane paliwem. Aparat zapłonowy i platynkowe przekaźniki również czyste. Podejrzenie padło na cewki zapłonowe, których szczelność była wątpliwa.
Pogoda znacząco się poprawiła. Skończyła się ulewa i zza chmur wyszło słońce. Minęło kilka godzin, zanim ojciec zdołał ze świec "wykrzesać" iskry i Trabiemu wrócił wigor. W jaki sposób tego dokonał? Nikt już nie pamięta - chyba nawet on sam. W każdym razie okazało się, że jedna z dwóch cewek zapłonowych ma pękniętą obudowę, przez co woda dostała się do środka bardzo szybko. Dalsza część trasy przebiegała już bez żadnych problemów. Do domu jednak wróciliśmy już o zmroku.
Ciekawostki:
1. Chodź minęło ponad 11 lat od tamtego czasu, to przez kolejnych 8 lat eksploatacji Trabanta wadliwa cewka nie została wymieniona. Kolejne 3 lata postoju i okresowego używania do "nauki jazdy" po ogrodzie i podwórzu również nie wprowadziły żadnych nowości. Niestety wspomniana cewka dała o sobie znać kilka lat później po wspomnianym wydarzeniu... Jednak było to już tylko kilkanaście kilometrów od domu i udało się dojechać do celu, mimo wielkiego stresu...
2. Pęknięcie aluminiowej obudowy cewki musi być naprawdę małe, gdyż mimo, że przyglądałem się już wiele razy każdej z nich - nic nie zauważyłem... Więc? Gdzie jest problem?
3. Jazda na jednym cylindrze jest okropna - samochód "spala" dużo więcej paliwa (właściwie to jeden cylinder je tylko wypluwa), gdyż pedał gazu jest dużo głębiej niż zazwyczaj, w celu utrzymania jakiejś sensownej prędkości. Dla przykładu: Na 6km jazdy na 1 cylindrze można zużyć prawie 3L paliwa. Czołg? Nie... Awaria...
Znalazłem bardzo ciekawy artykuł, ciekaw jestem Waszej opinii o nim.
W kontekście dyskusji o tym, czy bardziej niebezpieczni są młodzi, czy starzy kierowcy, część zaznaczona na zielono powinna być bardzo interesująca.
Portret potencjalnego sprawcy wypadku
W 2008 roku na lubuskich drogach było ponad 160 śmiertelnych ofiar. To oznacza, że co drugi dzień ginie jedna osoba. W tym względzie Lubuskie jest drugim województwem w kraju - na 100 tys. mieszkańców ginie średnio 14,4 osób. Statystyki plasują Lubuskie na pierwszym miejscu pod względem wzrostu liczby zabitych w porównaniu z ub.r. (wzrost o ponad 13 proc.). Tymczasem w Kujawsko-Pomorskiem czy Podlaskiem tę najbardziej tragiczną statystykę udało się zmniejszyć o blisko 20 proc. W Lubuskiem wzrosła także liczba osób rannych (ok. 5 proc.) i znów daje nam to drugie miejsce w kraju. W tym roku w wyniku wypadków do szpitala trafiło ponad tysiąc osób. Poniżej rozmowa jaką przeprowadziła dziennikarka lubuskiego oddziału „Gazety Wyborczej” z Waldemarem Pietraszewskim dziennikarzem motoryzacyjnym, licencjonowanym kierowcą rajdowym, na co dzień instruktorem nauki jazdy oraz doskonalenia techniki jazdy.
Maja Sałwacka: Liczba wypadków spadła, ale drastycznie wzrosła liczba ofiar śmiertelnych. Jeździmy za szybko czy kiepskimi autami? Dlaczego nie mamy szans wyjść cało z kraksy?
Waldemar Pietraszewski: Są trzy elementy, które składają się na przyczynę wypadku - kierowca, droga i auto. Samochody mamy coraz lepsze. Drogi, jakie są, każdy widzi. Największy wpływ na przebieg zdarzenia ma jednak kierowca. Niestety ciągle brakuje nam wyobraźni i nie potrafimy przewidzieć złych skutków. A powinniśmy mieć nawyk, by zawsze wsiadając za kierownicę, mieć świadomość, że także nam może się przydarzyć wypadek. Za szybko, brawurowo jeździ ponad połowa kierowców. Jadąc drogą poza miastem z ograniczeniem do 90 km na godz., by nauczyć kursanta manewru wyprzedzania, albo trzeba czekać, aż na drodze spotka się "malucha" albo poprosić inną "elkę", by dała się wyprzedzić. Inaczej nie ma szans, by wyprzedzić przepisowo.
Maja Sałwacka: Co można zrobić?
Waldemar Pietraszewski: Można iść śladami Szwecji, gdzie realizowano intensywny plan, w którym nie chodziło o zmniejszenia liczby wypadków, ale zredukowanie ich do zera. Zadbano głównie o drogi, organizując ruch w taki sposób, aby nie dać kierowcy możliwości popełnienia błędu. Bezkolizyjne skrzyżowania, bezpieczne zjazdy i wjazdy na drogi szybkiego ruchu. Ograniczenia prędkości i edukowanie społeczeństwa. Jeśli jest zakaz wyprzedzania, to ten znak jest święty. W Polsce kierowcy ignorują znaki ograniczające prędkość, zakazy wyprzedzania, ciągłe linie. Wyprzedzają na zakrętach, pod górkę. Taka nasza mentalność. Być pierwszym. Szwedowi łamanie przepisów nie przystoi.
Maja Sałwacka: Jaki jest psychologiczny portret potencjalnego sprawcy wypadku?
Waldemar Pietraszewski: Nie ma reguły. Ale najbardziej niebezpieczni kierowcy to ci, którzy mają prawo jazdy od 5 do 10 lat. Przechodzą przez okres, w którym wydaje im się, że z takim stażem są mistrzami kierownicy. Usypiają swoją czujność. Osobiście boję się przedstawicieli handlowych. Przy uchu komórka, na liczniku 140 km na godz., na pewno nie zahamują przy żółtym świetle, czasami potrafią poprawiać jeszcze faktury! Często wymuszają pierwszeństwo, sami wychodzą bez szwanku. A inni cierpią. Bez wyobraźni albo z poczuciem bezkarności jeżdżą także świeżo upieczeni kierowcy ciężarówek, którzy wbijając się w "osobówkę", narażają się co najwyżej na złamanie paznokcia w palcu u nogi.
Maja Sałwacka: A np. panowie po 60. roku życia, w słomianym kapeluszu, tacy typowi niedzielni kierowcy?
Waldemar Pietraszewski: Tu bałbym się o ich spóźnione reakcje, nawyki z czasów jednej syrenki na szosie, niepasujące do dzisiejszych realiów na drodze. Na takich kierowców trzeba uważać na każdej krzyżówce z podporządkowaną drogą. Trzeba umieć przewidzieć, co mogą zrobić.
Maja Sałwacka: A gdyby segregować pod względem rejestracji. To prawda, że najgorsi kierowcy mają tablice zaczynające się od liter FKR, FZI?
Waldemar Pietraszewski: Coś w tym jest. Najczęściej takie rejestracje mają auta, które uczestniczą w kolizjach, wypadkach na rondzie PCK. Kierowcy małych miast, wsi nie znają przepisów, nie mają wprawy w ruchu dużego miasta. Bałbym się, gdyby mieli "wypuścić się" do Poznania, Wrocławia czy Warszawy.
Link do źródła: „Gazeta Wyborcza Gorzów Wlkp.” – Maja Sałwacka: „Najgorszy kierowca to przedstawiciel handlowy” - http://miasta.gazeta.pl/gorzow/1,35211, ... dlowy.html oraz „Gazeta Wyborca Gorzów Wlkp.” – Maja Sałacka: „Wypadki: Lubuskie to wielki czarny punkt” - http://miasta.gazeta.pl/gorzow/1,35211, ... punkt.html