Oglądasz wypowiedzi wyszukane dla hasła: Nauka jazdy-śmieszne filmy

Warszawscy kierowcy


Zastanawia mnie skąd w Warszawie wzięła sie plaga nieużywania
kierunkowskazów przez kierowców.
Wczoraj na Grójeckiej wystraszyłem klaksonem taksówkarza. Normalnie
zmieniłbym pas i przyspieszył. Gdyby nie przeczucie, to miałbym silnik w
jego (taksiarza) bagażniku.
Dziś kolejna sierota zmieniała pasy ruchu oczywiście bez sygnalizowania
tego.
Skąd to się bierze?!?


Witam!

Nie ma "warszawscy kierowcy"...! Bo nas tu zostalo moze juz ze 2%...
Kiedys kazdy musial zdac egzamin na wszelkich glownych i pomniejszych
ulicach miasta. "Nauczyciel" bil po rekach, czasem nawet po nogach - jak
sie cos ekstraordynaryjnego wykonalo. Pamiec po takim przygotowaniu do
egzaminu zostaje na cale zycie.
Zreszta jest taki smieszny film brytyjski - z lat 60/70. o egzaminowaniu
na londynierskiego cierpiarza - wspaniale ten sposob przygotowania
opisuje - wszelkie mozliwe dziwaczne zachowania pasazerow + nauka tras
po ichnim miescie stolecznym. Bardzo to odpowiadalo stylowi nauki w
niegdysiejszych DOBRYCH szkolach Nauki Jazdy - z prowadzacymi
najczesciej pochodzacymi ze starych trepow.

Teraz naplywowe BLOTO szoferacko-prowincjonalne - po egzaminach zdanych
za pomoca lapowy - usiluje wprowadzic "swojskie klymaty" rodem z - za
przeproszeniem - Plonska czy Stalowej Woli...

...a pozniej zwala sie to na "warszawskich kierowcow"!

Uklony

kpawlak

 » 

Krótkie recenzje filmowe - zero dyskusji, zero OT

Qrde nie rozumiem dla czego sie tak zahcwycacie tym dniem swira - film jak film, mial byc ambitny i polowicznie mu to wyszlo (do mnie jednqak tak bardzo nie przemowil, mam chyba inne zdanie na temat spoleczenstwa... )

A co do Nic Smiesznego to pala ten kto powie ce to film dobry dla 15-latkow. Jak rok temu mielismy sesje to Nic Smiesznego puszczalismy sobie prawie co wieczor zeby odreagowac nauke ;)) i taka byla jazda, ze mowie wam. Teksty sa bezbledne, takie smaczki, takie sceny ze normalnie plakac ze smiechu mozna. Moze moj zachwyt nad tym filmem bierze sie po prostuu z przywiazania do niego .... niewiem, nie wazne :)

A DŚ byl zbyt przybijajacy (fakt miejscami smieszny, ale ta smiesznosc wynikala z glupoty i jakichstam niepowodzen glownego bochater, a ja nie jestem fanem takiejgo humoru) wiec jak dla mnie DŚ jest duzo slabszy od Nic Smiesznego, hyhy

btw: Musimy sprawic zeby on sie tego kibla bal... !

User friendly - wstęp do ogłupienia


| w dużej części jest to prawda (choć nie zawsze). mam windowsa
| równolegle z linuksem

| :-)

co w tym śmiesznego? używam takich narzędzi jakie są mi potrzebne. do
codziennego internetu, poczty, grup, nauki, telewizji, filmów, pisania
dokumentów - jest linuks. windows służy do obróbki grafiki (photoshop)


..no bo w sumie tak to zawsze jest z tymi linuksiarzami, dużo
opowiadają o wspaniałości tego swojego systemu i o tym, jaki to on jest
niby darmowy - a potem się okazuje, że i tak bez partycji windowsowej
ani rusz.

| i działa idealnie stabilnie bo wydałem parę
| złotych więcej na dobrą płytę główną (asus), trochę lepszy zasilacz
| i dysk który nie posypie  się od szturchnięcia komputera.

| Czyli, że to jednak trochę bujda, to co inny kolega linuksiarz
| opowiada o strasznej cenie, jaką się płaci za przyjazność systemu?

pisałem o stabilności. dla mnie bardziej jest przyjazny linuks.
stabilności windowsa 2000 nie mam nic do zarzucenia, ale w obsługuje
mi się lepiej KDE.


A więc jednak bujda.

| jednak nawet
| Zenek's Garage może być stabilny, ale to wymaga pewiej wiedzy,
| umiejętności i greptgziptowania.

| Wiesz, nie wątpię, że FSO 1500 '1983 może być bezawaryjny (dla kogoś,
| kto przy nim dwie godziny dziennie dłubie w garażu...)

nie FSO '1983, tylko raczej machina do bicia rekordów prędkości na
pustyni z napędem odrzutowym - ale to wymaga wiedzy.


OK, chociaż prędzej widziałbym tu tak zwanego "hot roda", czyli maszynę
zrobioną specjalnie do szybkiej jazdy na bazie jakiegoś cywilnego
samochodu.

| Ale jeżeli ktoś nie ma takich
| zdolności lub mu się nie chce to powinien kupić markowy zestaw.

| ..ale wygląda na to, że w zasadniczych sprawach się zgadzamy, więc
| dyskusja wygasa.

może zostaniemy przyjaciółmi ? :)


No wiesz, ale gdyby tak wszyscy, to by nie było grup dyskusyjnych!

nie potrafię się uczyć

Przyznam sie, ze z tego watku przeczytalam 2 pierwsze strony i ostatnia. Dopiero dzisiaj tu zajrzalam i nie chcialo mi sie wszystkiego czytac. Co moge powiedziec Lucy? Ja nie mam ADHD (chyba). Studiuje, ale jak zaczynam sie uczyc z ksiazki, to zanim dotre do konca strony juz zdaze pomyslec co chce ugotowac jutro na obiad, a jakie oceny moi synowie ze szkoly przyniesli, czy sie czegos uczyli, gdzie bylam, co robilam itd. itp. Niby przewracam kartke, ale za chwile zdaje sobie sprawe z tego, ze nic nie wiem. Innym razem znowu zasypiam po trzech pierwszych zdaniach Zalezy jak bardzo to nudne, czego mam sie uczyc Mysle, ze kazdy ma swoje metody na nauke. Ja najbardziej lubie sluchac kogos jak mi tlumaczy, albo odpowiadac na pytania, w trakcie ktorych dostaje jeszcze wskazowki, jesli nie wszystko powiedzialam. Mysle, ze gdybym uzyla dyktafonu, to tez bym za moment "odplynela". Tylko inny czlowiek moze mnie zmobilizowac do nauki. Chociaz jest jeszcze jedna teoria, ktora sie w moim przypadku sprawdzila. To wysilek fizyczny, ktory podobno pomaga sie uczyc. Chodzilam kiedys na silownie i podczas jazdy na rowerku stacjonarnym (z takim programem, ze sie jedzie pod gorke i z gorki) blyskawicznie nauczylam sie nazw lacinskich roslin. Jak tak zaczynam rozstrzasac sprawe nauki to odszukuje w sobie cechy ADHD-owca i jeszcze ta niewiara we wlasne sily i mozliwosci, niepewnosc wlasnej wiedzy. Odchodzenie od glownego tematu
Tak wiec Lucy !!! Nie przejmuj sie i rozwijaj swoje zainteresowania. Wlasnie tym sie zajmij. Pomysl, czy czasem z tego nie moze byc jakas kasa Nie przejmuj sie ludzmi, ktorzy szpanuja, ze Pana Tadeusza czytali. Ja tam wiekszosci lektur nie pamietam i filmow, ktore ogladam tez i wiesz jaka jest zaleta??? Jak jest cos fajnego, to moge to sobie wiele razy ogladac i mi sie nie nudzi, bo ciagle to zapominam Tzn. pamietam, ze to bylo smieszne i fajne, ale nie szczegoly.

 » 

Mój ojciec alkoholik.

Wiem że bardzo ciężko przedstawić temat tak odrazu z góry. Mam 17 lat, 2 lata temu przyjechałam do Anglii do ojca i siostry...problem z alkoholem wystepował od kąd sięgam pamięcią, ale dopiero teraz zaczynam sobie zdawac sprawe z powagi sytuacji.

Moja mama mieszka w Polsce z moimi dwoma młodszymi siostrami...kiedyś przyjechały tu specjalnie dla niego, ale po roku wróciły spowrotem. Sprawy potoczyły sie jak się potoczyły...nie zwalę całej winny na alkohol.

Coś kiedyś we mnie pękło dokładie był to luty 2006... Zbierało sie na ostra awanture pare dobrych miesiecy, jak zwykle weekend ostro pil. Wszyscy mieli mu za zle ze pije...ze nie rozumie nas...rozkazuje..nie prosi..chce bysmy robily cos co w ogole nas nie iteresuje...
Ktoregos dnia wrocilam jak zwykle kolo 22:00 do domu...Starszy ledwo siedzial przy stole udawając trzeźwego. Weszlam na górę...zastając zapłakane siostry i mamę. Wsyztsko było jasne..uderzył ją- to nie był pierwszy raz...ale nie mogłam zostawić tego tak jak dawniej/... Broniłam mamy...Wygarnęłam mu wszystko...Tak jak zawsze balam sie cokolwiek powiedziec tak w ten dzien wyplynelo ze mnie wszystko jak z kranu...Ja mówiłam...mowiłam...mówiłam i widziałam zakończenie już przed oczami....dlatego mówiłam dalej...zaczął mnie bić..jak worek treningowy zmiutł mnie z powierzchni, matka z Wujem i mlodszymi siostrami chcieli Go powstrzymac ale to 100kg zywej wagi...kawal chlopa... maltretowal mnie z dobra godzine z przerwami gdy zdolallam sie mu wyrwac..czulam sie taka bezilna..ale też twarda...nie chcialam zeby tak ja bil, chcialam odciazyc ja wziasc to wszystko na siebie...dusił mnie na podłodze, mroczki miałam przed oczami...zdołałam uderzyć Go w genitalia co oswobodzilo mnie z jego mocnego uścisku.

Na trzeźwo to jest inny facet..troche marudny owszem...nie proprosi rozkarze...hamowaty...lubi pojesc..ale dogadac sie z nim dogadasz...

Minal rok nastepny mama juz wrocila do kraju...ja zostalam w collegu, najstarsza siostra pracuje i mieszka ze mna, ze swoim narzecznonym i naszym ojcem.

Tydzień zawsze jest bardzo zajęty, wszytsko dzieje sie bardzo szybko...tu prawo jazdy, tam szkoła, praca, obowiązki. Zapominamy o rozmowie...jeśli już jest to szorstka sucha rozmowa... W ogoole ten temat jest tematem tabu..ludzie zachwoujem,y sie jakdyby nigdy nic. Za kazdym razem jest wszystko w porzadku..nikt nie wypowie sie na zaden temat.
Każdy ma swoje życie, nikt nie dzieli się nowymi odkryciami, czy też doświadczeniami.

Przychodzi weekend...szczegolnie teraz..tydzien w tydzien moj stary nie pamieta co robil przez piatek i sobote...film urwany.

Najgorsze jest to że my pamietamy..my wiemy, widzimy, wstydzimy sie zalujemy,nienawidzimy, placzemy. Przy ludziach wszystko przyjmuje na luzie..klade starego do lozka, godzine musze do iego docierac zeby mnie nie wzial za wroga..i nie pobil znowu. siostra zaplakana non stop w pokoju...wspaieram ja mowie ze bedzie dobrze...Pyta sie mnie.: Iwona jak Ty to wytrzymujesz? jak Ty to tak spokojnie przyjmujesz..idziesz do Niego rozmawiasz uspokojasz...a na drugi dzien i tak tego nie pamieta...dalej ma do nas pretensje ze mu nie poamagamy, ze nic dla niego nie robimy...ze mosi o wszystko prosic...

Ludzie ja sily nie mam...po takim weekendzie mam dosyc..czuje sie jakbym charowala dwaie noce bezustanku, bez snu, bez zycia. Silna..jak zawsze wracam do pokoju i sobie placze ... Nie moge pokazac ze tez sie poddaje... ja sie poddac nie moge...

Moja sostra sie chce wyprowadzic...

Rozmawialam wlasnie z ojcem..bo wczoraj odwalil akcje na grilu...

Mówi mi że źle się czuje psychicznie, że chce to naprawić...ale z agresja dodaje że to nie jego wina...to my mu nioe pomagamy...nie wspieramy....

Chce mu pomóc ale się boję, boje sie porażki...boje sie że nie wyjdzie...

Tak sie zrazilam ze sama nie wiem czy chce mu pomoc...bo cierpi rodzina...czy chce mu poomoc...dlatego ze Go kocham...nie mam ochoty na ta pomoc wcale... mam mu tak za zle...o wszystkie te lata.

Powiedzialam ze brakuje nam rozmowy...to zazadzil godzine w tygodniu na rozmowy...

Czy to nie jest smieszne... TATO JA CIEBIE POTRZEBUJE 24 H NA DOBE...TY MNIE POTRZEBUJESZ 24H NA DOBE... a on zarzadza 1h
Chacialabym zeby wszystko wychodzilo samo od siebie a tu trzeba przymusu, ustalania...

Mam 17 lat jeszcze dwa lata nauki przedemna tu w Anglii i najblizsze 2 lata mieszkania z ojcem. Chcialabym chciec z nim mieszkac z wlasnej woli...a nie z obowiazku..tak bardzo bym chciala przychodzic..pytac sie tato jak w pracy bylo...usiasc porozmawiac...

Wszystko jest tak sztuczne...

Czy jest ktos kto potrafi cos pwoiedziec doradzic...

Prosze cokolwiek...nie wiem jak mam to pokonac.