Oglądasz wypowiedzi wyszukane dla hasła: Nawyki Przyrody

Gady, ssaki, ryby, płazy... nasi i przyjaciele II

Te które u nas zimują , przylatują z północy ,ze Szwecji , Norwegii i pn.
części Rosji. Nasze np. gawrony na zimę odlatują na południe.Jeśli nie
obserwujesz przyrody , to wydaje się Tobie ,że te czarne ptaszyska to te same
gawrony co zawsze , ale jak wyżej napisałam to są te , które u nas zimują .
Moje letnie gawrony wogóle nie dopominają się dokarmiania , nie mają takich
nawyków. Zimowe , gdy tylko przylecą natychmiast siadają na latarni przed
balkonem i jeśli do godz. 10:00 nie wyrzucę im jedzenia to głośno kraczą
i "tupią" po nakryciu lampy.
Lx

 » 

Wyjazd z kraju

to jeden z tekstów tam wyczytach:

"Tam gdzie sobie obecnie mieszkam ,mieszka sobie kilku ludzi z Japonii,
wlasnie pare dni, przy jakiej sympatycznej ssaki wywiazala sie ciekawa dyskusja
na temat zycia i egzystencji w roznch krajach. Bo obok mieszka dziewczyna
z Iralndii ( Dublin), ktos z Holandii wiec "praktycznie cala wioska swiata",
ktos z Korei, ktos inny z Papua Gwinea i tak dalej.Kazdy ma swoje osobiste
obserwacje, nawyki i opinie. Doskonale jest porozmawiac sobie z ludzmi.
Ciekawe i czasmi bardzo rozne opinie i wrazenia.
Wiekszosc tych ludzi z ktorymi rozmawialem wprost stwierdziala ze, przyjechali
do
Australii "nie w pogoni za pieniadzem", ale zeby zobaczyc poznac kontynent,
troche popracowac, poznac jecyk angielski, oraz zoabczyc jak sobie ludzie
tutaj zyja.Ktos z tej grupy byl tez w Nowej Zelandii i powiedzial ze bardzo
dobry kraj do zycia. Fenomenalne widoki i przyroda ,uczynni i zyczliwi ludzie.
Inaczej patrzacy na sparwy egzystencji.Ale to mozna zrozumiec kiedy,
sie przewedrowlo jakis czas zycia. Szalenie lubie takie rozmowy."

samotne chodzenie po gorach

Tak....
....jak najbardziej, chodzenie samemu to jest "to"!.... cisza, spokoj, wlasne tempo, mozliwosc
przystaniecia gdzie sie chce i na jak dlugo ma sie ochote - nie tylko by np. odpoczac ale by chlonac
piekno gor i przyrody..... Poza tym np. mam taki nawyk, ze lubie poznawac wszystko organoleptycznie i
np. b.czesto podchodze do kamieni czy drzew i je dotykam... a zwlaszcza kocham dotykac mchy i takie
tam rozmaite... :-)
czy postudiowac ksztalty lisci lub powachac kwiatki.

Czasem, wedrujac sama, boje sie ze spotkam jakichs "niedobrych ludzi" - ale na tych mozna wpasc
wszedzie, nie tylko w gorach.

Mam nadzieje, ze niedlugo uda mi sie pojechac w gory....

Pozdrawiam innych samotnikow!... :-)

zdrowie

Witajcie dziewczyny!!
Super, ze powstal ten watek, do tej pory myslalam, ze jestem jedyna wege na linii :)
Jesli chodzi o moje zdrowie, moglabym sie podpisac pod wiekszoscia tego, co
napisala Jewel86. Tylko ze ja jestem weganka przy kosci, cos co teoretycznie w
przyrodzie nie wystepuje, i do niedawna bardzo sie krepowalam o tym mowic. Choc
przeciez jestem do tego 100% ideologicznie przekonana, mam wiedze itp. - ale gdy
ktos mi mowi, ze nie wygladam na weganke, to mi skrzydelka opadaja zupelnie.
Do zmiany nawykow zywieniowych skolnily mnie wydarzenia z konca liceum: nie
bedac w sytuacji Horli, czyli zwyczajnie tyjac od zlego jedzenia, zaczelam
uzywac srodkow przeczyszczajacych. No i sie zaczelo: niewyobrazalne bole
brzucha, zaparcia na przemian z rozwolnieniami, ale nie do zniesienia byly
dzwieki i zapachy, jakie z siebie wydawalam... Wielokrotnie unikalam wszelkich
spotkan z ludzmi, bo sie balam, ze cos zlego sie stanie.
Dzis tylko czasami gotuje sobie cos pysznego, glownym tlumaczeniem jest brak
kasy na zdrowe zakupy (studencka kieszen...). Ale jem regularnie, co 3 - 4
godziny, bo w przeciwnym razie organizm mnie zawiadamia bolem glowy o pominieciu
posilku.
Sciskam wszystkie wegetarianki z forum, az mi sie cieplo na sercu zrobilo, ze
jestescie!!
tr

 » 

Media zagrażają Zakopanemu - uważają władze miasta

Ojcowie Miasta Zakopane powinni zadbac przede wszystkim o estetyke Centrum .
To wsiowy zaniedbany grajdol, z obdrapanymi scianami domow, okropnymi dachami,
jakimis kioskami=przybudowkami, obsikanymi / tak, tak!/ opaskami elewacji
domow, okropna kolorystyka niektorych domow. Tylko wspaniale gory , kochane
Tatry przyciagaja prawdziwych turystow. Czesc gosci jedzie tam, bo maja forse i
chca sie pokazac. Ci prawdziwi milosnicy Tatr, po noclegu staraja sie
przemykac jak najszybciej przez ten przereklamowany pseudo -kurort, aby znalezc
sie na lonie przyrody. A moze tak mniej dutkow przepijac, Panowie Gorale, a
wiecej bedzie / oczywiscie, gdy ktos wreszcie uswiadomi im taka potrzebe/ na
podniesienie estetyki i CZYSTOSCI miasta? I mniej bedzie na ulicach pijanych,
czy tez podpitych tylko, rodowitych mieszkancow , a przy okazji i gosci/ ten
podly nawyk rozpijania nawet mlodziezy - na kwaterach chociazby .../. Pozdrawiam

Postrzeganie rzeczywistości zależy od naszego j...

Nie tylko język i nie aż w takim stopniu...
Wnioski wyciągane przez autorkę z ukazanych przez nią obserwacji
budzą wiele wątpliwości. Gdyby wpływ języka na postrzeganie
rzeczywistości był aż tak znaczny, to osobniki posługujące się
tym samym językiem miałyby takie same wyobrażenia na temat
opisywanych przedmiotów, tymczasem wcale tak nie jest. Z drugiej
strony każdy z naszych zmysłów jest ograniczony i tworzy
odpowiednio spreparowany i ograniczony obraz rzeczywistości, z
czego nie wynika, że nie możemy poznać tego, czego nie widzimy,
bo przecież zaprzecza temu jako taki rozwój nauk przyrodniczych.
Nie wydaje mi się, żeby Niemcy odczuwali awersję do kluczy, zaś
Hiszpanie traktowali je nad wyraz czule, a to w jawny sposób
osłabiałoby moc wniosków co do wpływu języka na postrzeganie
rzeczywistości. Prawdopodobnie opis rzeczywistości związany jest
z gramatyką i strukturą danego języka, jednakże wcale to nie
przesądza, że ów opis oddaje treść naszych spostrzeżeń - czym
innym są nawyki i obyczaje, a czym innym zdolności poznawcze. A
stąd wypływa raczej taki wniosek, że zrozumienie określonej
rzeczy nie jest zdeterminowane przez język, lecz co najmniej ma
jeszcze innne równie istotne uwarunkowania.
Podsumowując: tym co znacznie osłabia wnioski tego artykułu jest
prosta obserwacja, że osobniki posługujące się tym samym
językiem w różny sposób postrzegają rzeczywistość.

Kiedyś też czczono bogów

Kiedyś też czczono bogów
Kiedyś też czczono bogów

To niebywałe zjawisko
O co troszczy się mózg
Wieszcz przekazał malarstwo
Na wodzie zastygł wosk

Gdyż nie da się treści opisać
Np. co internet potrafi
Ani z czasem się zapoznać
Uchwyconej fotografii

Jak długo ludzkość istnieje
Czy prawdę, odkryć się da
Ile od mózgu się dzieje
I czy serce się na tym zna

Trudno w wycinku oceniać
Chociaż umiemy liczyć
Że tak się da, czas przemieniać
I daje się świat le potoczyć

Łaska można powiedzieć
Czego nie znali przodkowie
Nam się już sarkazm dowiedzieć
Choć czas ma wycinek w pogłowie

Nie troszczy się oto nikt
Co sercem i duchem mógł znaczyć
Nowych słów wytworzył plik
Z czego należy sie cieszyć

Że historia się kołem toczy
To znaczy bez serca i ducha
I wiara na żywe oczy
Gdyż od przyrody posłucha

Znając sprawność umysłu
Praktycznie podobny do ducha
Tylko ciekawość - światłu
Że na to nie siada mucha

Myśli bieżące w przestrzeni
O niebotycznej kwalifikacji
Podobne są do korzeni
Ducha równoległej proporcji

Tylko że miłość wygasa
Poprzez małżeństwo z rozsądku
I intryguje poświata
Handel sercami z nawyku

Cholerne bobry...

chaladia napisał:

> Bobrów Ci szkoda, a drzew, które one zwalają - nie?
Taka ich natura. One to robią od tysięcy lat. W ogólnym rozrachunku ich
działalność jest korzystna dla przyrody (choć nie zawsze korzystna dla np.
rowerzystów). Przypuszczam, że Żarłaczka i Lo zdają sobie z tego sprawę, a Ty
pewnie nie. Dzięcioły wykuwają w żywych drzewach dziuple, jelenie zgryzają korę
powodując czasem straty w drzewostanie. Czy mamy te zwierzęta nawracać na zmianę
naturalnych, odwiecznych nawyków?

> Sprawa, którą opisuję jest całkiem poważna, bo bobry przerywają swą pracę w
> dogodnym dla siebie momencie, często mając drzewo na granicy runięcia do
wody.
> Jak te parę ton drewna zwali się komuś na głowę, to będzie wypadek
śmiertelny..

Dlatego w takim miejscu nie powinno być tej scieżki rowerowej.

> Pomyśl, zanim cokolwiek napiszesz, proszę.
A może Ty pomyślisz (nie tylko o sobie)?

> Jak na razie mam podstawy do twierdzenia, że w Polsce ekolodzy nie myślą, a
jak
>
> myślą, to o tym jak zdobyć pieniądze ekoterroryzmem. Lubić Was się nie da, a
i
> przyroda z Was nijakiego pożytku nie ma.

A ja mam zupełnie inne doświadczenia, wiec może nie generalizuj. Ludzie,
również ekolodzy, są różni.

jesienią nawet koty sie lenią...

jesienią nawet koty sie lenią...
ale o kotach nie będzie. moze troszkę o lenistwie.

przydaloby się zmienic parę rzeczy w moim zyciu. zadnych
zasadniczych. ale waznych. coz z tego kiedy mi się nie chce.
wlasciwie to nie chce mi się nic. po prostu bryndza, beznadzieja,
bezruch. zeby poprzestac tylko na literze "be".
najlepiej mi się zyje dniem dzisiejszym. wychodzenie poza jutro to
juz ogromny wysilek. myslenia o dalszej przyszlosci nawet nie
podejmuję.
moze to wplyw pory roku, bo wszystko teraz w przyrodzie zwalnia?
moze to wina roznych depresyjnych informacji, ktorych ostatnio caly
wysyp? moze to moj zegar biologiczny mowi, ze baterie nie są
wieczne? no nie wiem.

budzą moj podziw ludzie, ktorzy potrafią zrobic ze sobą gruntowną
odmianę. zdecydowac się na cos co radykalnie odmienia ich nawyki,
przyzwyczajenia. ich zycie.
od dawna czytam sobie notatki pana Jerzego Afanasjewa. wystarczylo
chlopu jakies sto dni zeby ze stu dwudziesto kilogramowego potwora
stal się osiemdziesiecio kilogramowym mlodziencem. bez cudów,
odsysania itepe...
trzeba tylko chciec. a mnie się nie chce.
a moze bysmy cos wspolnie przesiewzięli? bo wspolnie będzie razniej.
postanowimy sobie a potem tu zajrzymy. i się okaze.

peesik: a tu macie dowód, ze nie oszukuję
url.ceplus.pl/959
chcociaz ten cięzszy Afanasjew wydaje mi się bardziej sympatyczny. i
wlosów ma jakby więcej.

ktoś słucha "Polskiej Fali" w Calgary?

ps
No więc Olszynka Grochowska to faktycznie Grochów, tyle że olszynka:)
Wycofuję zastrzeżenia co do krętactwa i zwracam honor:) Przy okazji się
dowiedziałam, że to rezerwat przyrody również oraz przypomniałam powstanie
listopadowe:) A w ogóle na Grochowie mieszka moja starsza siostra, która
przywlokła do domu nawyk słuchania PRIII w zamierzchłych latach i teraz przez
nią muszę się męczyć:)

Kanał Bałtyk -Morąg

Bo to powinna być inicjatywa oddolna i powinna być rozliczana przy każdych
wyborach. A raczej pilnowana. Ale nasze społeczeńtwo jeszcze nie jest takie.

Jeszcze mamy takie dziwne nawyki, oby sąsiadowi się noga podwinęła.....
Ostatnio sąsiadka wrzuciła mi do żywopłotu worek ze śmieciami. Wyciągam ten
worek i patrze, a w środku worka jest jej zielsko z ogródka. Trochę się
zdenerwowałam, że sąsiadka tak bałagani środowisko, no bo ja ten worek
wyrzuciłam na środek ulicy, niech ludzie patrzą jak sie zaśmieca środowisko i to
swoje ! Potem poszłam do sąsiadki, nie, nie po to by ją okrzyczeć, nie, nie
tylko zwróciłam uwagę, że przychodzę w dobro sąsiedzkimi sprawami, by nasza
okolica była pachnąca i wytłumaczyłam jej, że właśnie ptaszki mają tam gniazdo w
tym żywopłocie i nie trzeba je straszyć, bo śpiewają tak dla Pani jak i dla
mnie. Potem rozmawialiśmy o roślinkach, a dziś już bardzo ciepło mówimy sobie
dzień dobry. Mam nadzieję , ze już nigdy nie rzuci śmieci w przyrodę koło której
codziennie przechodzi. To była jej głupota wydaje mi się bardziej niż
złośliwośc. Ale tacy ludzie sa.
Ale już się to zmienia. Czytałam , ze są spoleczności osiedlowe, internetowe i
oni wychodzą z inicjatywami i juz działają razem, a oto w tym chodzi, bo samemu
świata nie zawojujesz. Internet to teraz wielka siła.

A politycy to pieniądze powinni dostawać za wykonaną pracę, tak jak dostaje
dobry rzemieślnik. Po rozliczeniu się z wyborcami.
O jenu, fantazja czyta, trzeba odpocząć od myśli

Nadaję na teściów - nie czytać!!

Moi tesciowie też mają inne nawyki higieniczne i poczucie estetyki niż ja. I
mają do tego prawo, jedni ludzie to pedanci, inni to flejtuchy i dobrze, ze
jest różnorodność w przyrodzie. Ale tez nie mogę zrozumieć tego, że kiedy
przyjezdżamy w odwiedziny - ustalone, zaplanowane, z małym, raczkującym
dzieckiem, to zastajemy niezbyt czyste mieszkanie (to naprawdę eufemizm).
Ostatnio mnie dobili - odwiedziliśmy ich w niedzielę, dzień wczesniej był brat
mężam z wilczurem intensywnie zmieniającym siersć. Kłaki i koty z kurzu
wszędzie - a głownie na córci. Obrzydliwe. A jak poszłam do kuchni i
zobaczyłam, co tam, to tylko gorączkowo szukałam pretekstu, by nie zjeść obiadu.
Dodam jeszcze, ze kiedyś tesciowa nocowała u nas przez 5 dni i kiedy zmieniałam
posciel po jej pobycie to omal mnie nie zemdliło - pachniała tak niemytym
człowiekiem, jakąś taką skisłością, ze az strach. Ale oczywiście nie powiem
tesciom, że mama zastrzeżenia do ich higieny, bo sie obrażą, a i tak się nie
zmienią.

Wcześnie rano.

Wcześnie rano.
Czuje super połaczenie z przyroda kiedy słońce wchodzi i słychac
śpiew ptaków.To jest najpiękniejasza pora dnia.
Cisza wokoło i spokuj pełna charmonia.
A ja sobie siedzę w kuchni przy laptopiku i gryzmolę czasem zerkając
na niebi i szukając obiektów Nol.
To już taki nawyk.

Witam :) I przyjaciol i wrogow :)

jestem wprawdzie przyjacielem mojego przyjaciela, ale to wcale nie swiadczy o
tym,ze mamy te same nawyki. nigdy na tym forum nie uzylem ordynarnych slow w
stosunku do kobiety, choc przyznam, ze ty nalezysz do tych, ktore same sie o to
prosza. kontakt z przyroda, a w szczegolnosci wspomnienia roztoczanskich debow
i spiewajacego w nich ptactwa nastrajaja mnie optymistycznie do swiata, a to
wyklucza poslugiwanie sie slownictwem niecenzuralnym.
> A pojde sobie jak bedzie mi sie chcialo, a na razie mi sie nie chce , coz
taka
> leniwa jestem.

skoro ci sie nie chce isc, to nie narzekaj. proste, prawda?

Witam :) I przyjaciol i wrogow :)

perlisty napisał:

> jestem wprawdzie przyjacielem mojego przyjaciela, ale to wcale nie swiadczy o
> tym,ze mamy te same nawyki. nigdy na tym forum nie uzylem ordynarnych slow w
> stosunku do kobiety, choc przyznam, ze ty nalezysz do tych, ktore same sie o
to
>
> prosza. kontakt z przyroda, a w szczegolnosci wspomnienia roztoczanskich
debow
> i spiewajacego w nich ptactwa nastrajaja mnie optymistycznie do swiata, a to
> wyklucza poslugiwanie sie slownictwem niecenzuralnym.
> > A pojde sobie jak bedzie mi sie chcialo, a na razie mi sie nie chce , coz
>
> taka
> > leniwa jestem.
>
> skoro ci sie nie chce isc, to nie narzekaj. proste, prawda?
>
>

Moda darująca życie :)

Wesołych Świąt!
Każda kobieta (również mężczyzna) wie, że moda to sposób wyrażenia i pokazania
siebie. Oznacza to ni mniej, ni więcej, że ubiór świadczy o osobie.

Od początku ubiór był nie tylko okryciem zapewniającym ciepło, ale także
sposobem zaznaczenia miejsca w społeczeństwie. Obecnie moda to także coraz
częściej myśl o pięknie, które powinno być przyjazne przyrodzie i człowiekowi.

W ekologii, podobnie jak w medycynie, podstawowa jest zasada - przede wszystkim
nie szkodzić.

Jest to przełom w myśleniu, gdyż historia pełna jest przykładów niszczenia
zarówno środowiska, jak i siebie.
Współczesne eko-terendy promują ubiory pozyskiwane bez krzywdzenia innych istot.

Wybierając określone ubiory albo potrawy kierujemy się przyzwyczajeniami i
nawykami, które nie zawsze są zgodne z naszymi wewnętrznymi przekonaniami. W
gruncie rzeczy, wszyscy ludzie mają w sobie dobro, tylko musi się ono obudzić :)

Wesołych Świąt!

Pasje

Ja natomiast,teraz w październiku,odkryłem to sympatyczne forum. Również
zaciekawiłby mnie ten festiwal teatrów wiejskich w internecie,ale jakoś chwilowo
nie dotarłem do sedna. Choć to dawny temat,ale prosiłbym może o jakieś informacje.

Pasje w domu na wsi! No,właśnie. To temat, który też ma być moim.
Ma być,bo mieszkam całe życie,już nie małe,w dużym mieście,ale mamy już daleki
domek w małej gminie na rubieży,gdzie chcemy za jakiś nieodległy czas osiąść na
stałe. I właśnie - co robić w wolnym czasie? O tym często,na poważnie i na
wesoło, rozmawiamy między sobą w rodzinie. Dziś jest to dużo łatwiejsze,niż w
dawnych latach. Kontakt z przyrodą,naturą przez cały rok to będą nowe
wspaniałe,oczywiście często i trudne,doświadczenia. Jak radzić sobie w innej
rzeczywistości ze starymi miejskimi nawykami,częstym kontakcie,właśnie,z
teatrem,muzyką,sztuką? Patrzę na to z wielkim optymizmem. W dzisiejszych
realiach,sądzę,że to nie jest nic wielkiego,a te nowe,wspaniałe aspekty
życia,które można zyskać,przeważają zdecydowanie nad jakimiś tam minusami.
Rachunek + -,widzę zdecydowanie na plus.
Pozdrawiam miłych forumowiczów.

obiektywność ocen szkolnych

> > Zeszyty to niemal przeżytek.
> Z tym się nie mogę zgodzić. Owszem - uczniom nie chce się
prowadzić
> zeszytów,

W 3 klasie podstawówki zostały zapisane 2 zeszyty 16-kartkowe z
matematyki i 2 z polskiego. W przyrodzie było 5 stron.

Uważam, że to zdecydowanie za mało. Za to do każdego przedmiotu jest
po 5 zeszytów ćwiaczeń. A tam tylko się uzupełnia.

Nawet z matematyki, jak za każdym razem trzeba było pisać wszystkie
elementy zadania: dane, wzór, rozwiązanie, sprawdzenie, odp w
zeszycie, to wyrabiał się nawyk. Teraz w ćwiczeniach jest miejsce
tylko na podstawienie cyfr i na wynik. A potem jak trzeba samemu coś
rozwiązać, to dziecko nawet nie wie od czego zacząć - bo nie ma
kalki z ćwiczeń.

Ja pamiętam sprawdziany jako logiczną odpowiedź na zadane pytanie.
Trzeba było do tego więcej wiedzy (i wysiłku) niż skojarzenia czy
jaskółka to ptak, roślina czy owoc. I zmusząło do czytania książek,
oraz pozwalało wykazać się uczniom ponadprzecietnym. Jak po testach
taki nauczyciel ma się wogóle zorientować czy dziecko się interesuje
danym przedmiotem.

Z włąsnego doświadczenia - choć ja na testy załapałam się glównie na
studiach - pisałam 2 (słownie dwa_) testy, kóre wymagąły faktycznej
wiedzy: z psychologii i handlu zagranicznego. Do pozostąłych nie
musiałam się nawet specjalnie przygotowywać. Na 3 to można było
skojarzyć odpowiedzi.

wychowanie do zycia w rodzinie w kl. V i VI

ja bym chciala, zeby bylo fajne wdzwr, prowadzone przez normalną
osobę, w normalnej siatce zajęc, a nie w dodatkowych.
to prawda, ze wiekszosc zagadnien mozna omowic na przyrodzie lub
godzinie wychowawczej, ale juz widze wychowawce Młodej, ktory
realizuje ten program, omg.

kolejny dowcip:
w wakacje wyszlo rozporzadzenie o owocach i warzywach w szkole,
ktore to dodatkowe, darmowe posilki, maja nasze dzieci uzdrowic i
nauczyc dobrych nawykow zywieniowych.
Konkrety sa takie: tylko kl 1-3, tylko od listopada do lutego, nie
czesciej niz co trzy dni. co oznacza, ze dziecko dostanie okolo 20
porcji tego "zdrowia", a gadaja o tym naokragło.

kolejne:
tez w wakacje wyszlo rozporzadzenie o koniecznosci zapewnienia
dzieciom mozliwosci zostawiania ksiazek w szkole.
ale: tylko dzieciom 1-3, a tak naprawde: tylko tym, ktore realizuja
nowa podstawę programową, czyli tak NARAWDĘ tylko z klas 1.

I szkoły miały miesiac na zorganizowanie nowych, zamykanych miejsc
na ksiązki. Na szczescie u nas nie upadli na głowe, poprzesuwali w
klasach pomoce dydaktyczne, i ksiazki leża na półkach, które były
dotychczas, a zamykane sa sale..

kto to wszystko wymysla, no kto???

Łódź bez torebek foliowych

a ja przebywam w Szwecji gdzie torebek jednorazowych daja wszedzie
ile potrzeba i nie walaja sie po chodnikach, trawnikach, skwerkach i
lasach. A wiec moze zamiast zakazow.... wymusic najprostsze
zachowania zgodne z podstawowymi zasadami kultury? a moze stana sie
nawykiem, co przyda sie w cywilizowanej Europie i przyrodzie tez nie
zaszkodzi

NUDA - jak sobie z nią radzicie ?

Starsi ludzie mawiali, że inteligentni ludzie nigdy się nie nudzą.
Słuchanie muzyki i oglądanie filmów to w dużej mierze bierne zajęcie.
Poszukaj zajęć aktywnych, one dają więcej radości.

1. Sport ew. "sport", wcale nie wyczynowy.
2. Hobby, postaraj się coś znaleźć, każdy może znaleźć coś dla
siebie. Przypomnij sobie czym się interesowałeś jako dziecko.
3. Podróże - te małe i te duże - ogromnie poszerzają horyzonty,
pozwalają poznać różnych ludzi, podejrzeć ich problemy, dostarczają
wrażeń estetycznych , dają kontakt z przyrodą, pozwalają wydać
zbędną kasę a potem jest motywacja żeby ją zarobić :o) i już nie
jest nudno.
4. najważniejsze - codzinnie rób coś dobrego dla innych, niech Ci to
wejdzie w nawyk. Nuda - to obojetność na innych.

kiedy najlepiej przestac lulac? ( 10 mies)

Oduczcie jak najszybciej, bo bedziecie sie tak jeszcze kilka lat bujali (sorki,
nie moglam sie powstrzymac ), a tak powaznie, to zacznijcie klasc malego w
lozeczku, glaskac, trzymac za reke, jak sie podniesie i bedzie protestowac, to
polozyc, glaskac itd, az do skutku. Protesty beda i to glosne, niektore
jednostki potrafia byc bardzo oporne, ale starsze dzieci sa jeszcze bardziej
oporniejsze i protesty sa glosniejsze. Mozesz tez sprobowac klasc sie z
dzieckiem na materacu na podlodze, przenosic wlasciwie nie nalezy, bo dziecko
powinno budzic sie w takich okolicznosciach przyrody jakich zasnelo.

Teraz widze, ze im starsze dziecko, tym gorzej pewnych nawykow oduczac.
Najlepiej chyba do roku, pozniej jest coraz gorzej, my tak przegapilismy moment
odstawienia od smoczka i teraz mamy malego nalogowca, upartego i pamietliwego.
Daje mu czas do roku, pozniej smoczki z balonami puszczamy w niebo.
powodzenia

niewielki samochód z automatem

dr.verte napisał:
> Tak ale to dla jakiś wyjątkowych debili to jak próba wrzucenia wstecznego
> zamiast "trójki" w manualu.Zdarza się to w przyrodzie ale niezmiernie żadko.

mierzyrz wszystkich urzytkownikow aut swoja miara. mnostwo ludzi nawet nie ma
pojecia jak dziala automat a jak manual. poprostu ma zle nawyki i za kazdym
razem manewrujac na parkingu (a to sie zdarza 2-3 razy dziennie), wruzca D nie
zatrzynujac w pelni auta. kilka lat takiej jazdy sie odbija na trwalosci
skrzyni (przypalone sprzegla, szybsze zuzywanie sie oleju)
pzdr.

Co pomaga jak macie depresje.

Czesc!
Mi pomaga duzy wysilek fizyczny (bieganie, silownia, tenis) i czytanie ksiazek.
Najbardziej szkodzi mi myslenie i planowanie czegos, poniewaz wtedy pojawia sie
strach i stres.
Coz, masz racje z ta przyroda. Ale nie zmienimy nawykow ludzi doroslych, trzeba
edukowac dzieci, tak zeby dbanie o srodowisko bylo dla nich czyms naturalnym.
Ja bym z checia zakazala uzywania plastikowych reklamowek i butelek.
Chcialabym zeby zycie w Polsce nie bylo tak absurdalne.

Co o tym sądzicie?

> Chyba tylko stan oszołomienia jakiegoś byłby tu usprawiedliwieniem.
> To raczej normalnie niepojęte:
> jak zdrowy rozsądek może uznać dominację czegoś z tym rozsądkiem niezgodnego?
> Jak oszołomieni to tłumaczą ?

Uważaj, bo oszołom to określenie już zarezerwowane przez
nowoczesnych fizyków - określają tak ludzi naiwnych,
próbujących zrozumieć fundamentalne prawa i zasady przyrody.

Swoje stanowisko tłumaczą w klasyczny sposób:
człowiek jest istotą ograniczoną,
rozum jest tylko zbiorem nawyków z życia codziennego...

Nic nowego - w historii już wielokrotnie tak argumentowano -
dobro wyższe, okres przejściowy, 'czystość' rasy, zbawienie duszy, itp.

GOŁĘBIE


Witam ponownie miłośników gołębia skalnego!
Oczywiście, że o kochających się gołębiach to bzdura. Są to bardzo wojownicze
ptaki i walczą do upadłego o swój rewir. Dlatego tak trudno wywalić je z
balkonu. TO już ich balkon!
Stare ptaki zadzióbują pisklęta sąsiadom, aby w tym miejscu założyć swoje
gniazdo.itd. Tak naprawdę Gołąb skalny może być z powodzeniem stawiony za wzór
ptaka chuligana.
TU UWAGA! to że tak się zachowuje to nie znaczy że mamy nim gardzić! Zwierzęta
to nie ludzie i ich zachowania nie wynikają z okrucieństwa tylko z wrodzonych
nawyków służących do podtrzymania gatunku. Stad sowa wcale nie jest mądra,
żuraw to kretyn w porównaniu z krukiem itd. Niestety ludzie zwykli przypisywać
swoje cechy zwierzętom na podstawie mylnych i źle interpretowanych zachowań.
Stąd w literaturze nawet popularno naukowej do dziś pokutują schematy nie
mające nic wspólnego z rzeczywistością.!
Ja zaś nawet gdyby gołębie rozrywały inne ptaki w powietrzu będę miał do nich
taki sam stosunek – czyli jest ich mi szkoda bo jako gatunek znalazły się z
winy człowieka tam gdzie ich być nie powinno. W tej sytuacji męczą się i ptaki
i ludzie. Ptaków mi żal, a ludziom dobrze tak! Trzeba było, aby wasi dziadowie
uważali na lekcjach przyrody z geografią.
Pozdrowienia,
Jurek

Glupie i smieszne wpadki jezykowe

Gość portalu: Mirko napisał(a):

> Mówić w języku = myśleć w języku. W każdym innym przypadku są to na ogół
> żałosne próby tłumaczenia. ("Rozchodzi się o to aby język giętki wyrażał to co
> myśli głowa").
>
> Wszytkie te polskie "luknij przez łindoł czy kara na konerze stoi" biorą się z
> prób oszukania tego prawa przyrody ludzkiej.
> Przemożna chęci adaptacji - wobec braku możliwości.
>
> Prawdziwy problem pojawia się wtedy, kiedy w 3-ciej minucie rozmowy z
> takim "dwujęzycznym" osobnikiem okazuje się, że w drugim języku mówi tak samo,
> czyli do niczego - a więc tak naprawdę w żadnym języku nie mówi choć w obu jakb
> y
> usiłuje.

Nie moge sie z Toba zgodzic. Znam przypadki ze swojego najblizszego otoczenia
gdzie osoby po ok 15 latach emigracji zapominaja polskie wyrazy bo ich nie
uzywaja lub z przekonaniem twierdza, ze wypowiedziane slowo jest polskie.
Poprawianie ich wypowiedzi weszlo mi juz w nawyk :(

Glupie i smieszne wpadki jezykowe

A w Niemczech...
geld rozmienisz na tankszteli.

Gość portalu: Biala napisał(a):

> Gość portalu: Mirko napisał(a):
>
> > Mówić w języku = myśleć w języku. W każdym innym przypadku są to na ogół
> > żałosne próby tłumaczenia. ("Rozchodzi się o to aby język giętki wyrażał t
> o co
> > myśli głowa").
> >
> > Wszytkie te polskie "luknij przez łindoł czy kara na konerze stoi" biorą s
> ię z
> > prób oszukania tego prawa przyrody ludzkiej.
> > Przemożna chęci adaptacji - wobec braku możliwości.
> >
> > Prawdziwy problem pojawia się wtedy, kiedy w 3-ciej minucie rozmowy z
> > takim "dwujęzycznym" osobnikiem okazuje się, że w drugim języku mówi tak s
> amo,
> > czyli do niczego - a więc tak naprawdę w żadnym języku nie mówi choć w obu
> jakb
> > y
> > usiłuje.
>
> Nie moge sie z Toba zgodzic. Znam przypadki ze swojego najblizszego otoczenia
> gdzie osoby po ok 15 latach emigracji zapominaja polskie wyrazy bo ich nie
> uzywaja lub z przekonaniem twierdza, ze wypowiedziane slowo jest polskie.
> Poprawianie ich wypowiedzi weszlo mi juz w nawyk :(

PIT 50 proc.?

Gość portalu: cafubra napisał(a):

> Nie jestem bogaczem, jestem bezrobotnym absolwentem wyższej uczelni.
> Uważam, że bogatym ludziom należy ułatwiać życie. Teoretycznie dzięki nim
mamy
> pracę. W praktyce u nas wygląda to tak. Bogaty lokuje swoje pieniądze
(zamraża)
> bo boi się przyszłości i ucieka w szarą strefę. Powinno być dokładnie na
> odwrót. Pieniądz powinien swobodnie krążyć w organizmie zwanym gospodarką
(tak
> jak woda w przyrodzie). Ten "biedny" który ma dużo pieniędzy nie kupuje tylko
> żywność i ma niezbędne wydatki, ale wydaje na przyjemności, lepszy samochód
> itd. W ten sposób pieniądz się kręci. Bo bogaty, czy średniak ma duży obrót
> towarów, duże zamówienia i inwestycje. Czyli wydaje pieniądze z powrotem na
> dół. Bo daje pracę ludziom, usługodawcom itd. Proszę pomyśleć tak: Gdy mam
kasę
>
> idę do kina. Do kina jadę samochodem. Muszę nalać paliwo. Kupuję bilety. Po
> seansie idę coś zjeść. Czyli wydaję kupę kasy na przyjemności. Proszę
zobaczyć
> ile ludzi ma z tego pracę. Tak więc bogaci ludzie powinni swobodnie
inwestować,
>
> wydawać pieniądze, a nie uciekać w szarą strefę bo nasze państwo Polskie ich
> gnębi. Z drugiej strony chytry bogacz szkodzi w dalszej konsekwencji siebie.
> Gdy daje mało zarobić - to ludzie nie wydawają pieniędzy na przyjemności.

Witam, a ja jestem przedsiebiorca, ktoremu bardzo podoba sie Twoje
rozumowanie.tylko od strony socjologicznej nasze spoleczensto nie ma nawykow
kupowania i nie rozumie jak bardzo jest potrzebny obrotpieniadza w gospodarce.
Wiele osob gani rzady Grecji lub Hiszpanii za konsumpcje, ale to podnosi
standard zycia calego spoleczenstwa. W Hiszpanii wiele ludzi je sniadaniaw
barach,kolacje w tawernach, podobnie jest w Grecji. I nic sie zdaje
tlumaczenie, ze to spoleczenstwa srodziemnomorskie.U nas ludzie ktorzy maja kae
nie bawia sie, to zagrozenie pewnie jeszcze z epoki komunizmu, a moze
pseudokatolicka,oschla mentalnosc. Ze to niby grzeszne,a Bibli jestnapisane ze
na wszystko jest czas.Ja jakmam pieniadze wydaje je z gloa, uwazam ze obnizenie
podatkow spowoduje wieksze przychody do budzetu niz odwrotnnie. A ropos, wielu
powoluje sie na kulture niemiecka, ze niby tak dobrze bo oszczednie. Ja sie z
tym ne zgadzam.Ich gospodarka ledwo zipie. Maja co chcieli. Uwazam ze jakby
dali ulgi jak w iszpanii, to od razu by sie polepszylo.Pozdraiam.Wiecej ulg,
wiekszy obrot,wiesza konsumpcja,wieksze zyski!!!!!

nałogi

Brawo arcoiris1 !!!
Brawo Mam podobne spostrzeżenia. Jak widać bardzo dużą rolę odgrywają aspekty
Neptuna do planet takich jak Wenus i Mars, samo położenie Marsa w Rybach też już
daje pewien kontakt z Neptunem, a tu mamy jeszcze kwadrat do samego Neptuna i
opzycję Wenus-Neptun i kwadrat Wenus-Mars i koniunkcję Księżyc-Uran jako
nieobliczalne wręcz uczucia i tak szybki ich zanik jak nagłe było ich pojawienie
się. Trudno coś wyrokować co można zrobić z takim człowiekiem, by poczuł wolę
zmian. Może rzeczywiście tranzyty Urana i Plutona poprzez planety urodzeniowe
(koniunkcje) przyniosą zmiany, ale na razie nie mam takich sygnałów, a wręcz
przeciwnie! Brnie coraz dalej...(choć Uran przez Marsa się już przewalił).
Zmiany w nas mogą nastąpić samoistnie przy pewnych tranzytach albo uczyni tak
Pan Bóg czy los jak kto woli bez naszej zgody na taki proces. Po prostu zmiany
okażą się konieczne, bo sytuacja życiowa (w całej swej złożoności: od pracy
poprzez choroby itd.) nas do tego zmusi. Jeśli staniemy okoniem i będziemy
bronić starego nawyku, to najprawdopodobniej horyzont się nie otworzy i
poniesiemy klęskę. Zmiany niesione przez Urana i Plutona są nieuchronne
Ciekawe co dalej ludzie powiedzą, bo charakterystyka zmian wewnętrznych (walka z
nałogami przy tranzytach) opisana przez Neptus jest bardzo prawdziwa
Chcę zwrócić jeszcze uwagę na tranzyty Urana i Plutona przez Asc. Z
doświadczenia wiem, że Uran powoduje przyspieszenie procesów >1000x. Wszytko
dzieje się nagle, stare przestaje być ciekawe, wszystko nas zaczyna szybko
nudzić i musimy rozpocząć coś nowego, choć czasem nie widać co Pluton
przynosi całkowitą ruinę, a zatem przewalając się przez ascendent może zmienić
gruntownie wszystko w naszej osobowości (od wyciągniecia na wierzch ukrytych
chorób do gruntownej zmiany podejścia do wszystkiego - najpierw doświadczamy
rozpaczy, że wszystko legło w gruzach, ale potem po zmianach i metamorfozie
okazuje się, że potrafimy się odnowić jak przyroda po wybuchu wulkanu ).
Zmiany w podejściu do swoich nałogów (porzucenie ich lub uśpienie) mogą dokonać
planety aspektując nasze planety urodzeniowe, ale nie mniejsze a nawet może
większe znaczenie i większą trwałość pozostawią planety przekraczające nasz
Ascendent. Co o tym sądzicie?
Pozdrawiam
S.M.
Pozdrawiam
S.M.

ZIELONKA RAZEM

Zwadziu, dziekuję za polemikę, szanuję Twoje opinie i eleganję, z jaką je
prezentujesz. I dziękuje, że mogę w ramach tej polemiki przedstawić i moje
opinie. Piszesz: "Zielonka nie promuje się jako miejsce do inwestowania ...
Czemu nie może istnieć w Zielonce kilkanaście takich osiedli jak w GREENPARK ...
" . Dawno temu, na pytanie Napoleona do oficera "dlaczego nie strzelaliście" ten
odpowidział "po pierwsze nie mieliśmy armat". "Wystarczy", odpowiedział
Napoleon. Ja wspominałem o braku terenów będących własnością miasta. Zwróć
uwagę, greenpark powstał na terenie odkupionym od Agencji Mienia Wojskowego czy
podobnej instytucji wojskowej. I tylko ta instytucja wie, czy ma inne tereny pod
greenpark 2,3,4 itd., bo głupio gdyby sprzedała ten sam teren kilka razy pod
kilka greenparków.
Ogromnym urokiem Zielonki są lasy, i może nie wszyscy chieliby przekształcić je
w blokowiska. Dlatego Twój pomysł "Po co nam lasy jak ich stan czystości jest o
wiele gorszy niż niejednego osiedla" uważam za tak awangardowy, że nie będę go
komentował. Popatrz - dało sie oczyścic glinianki, powstało fajne miejsce
rekreacyjne, choć jeszcze kilka lat temu nmógłbyś mówić "Po co nam glinianki jak
ich stan czystości jest o wiele gorszy niż ...". Więc ja wolę żeby były lasy,
zamiast greenparków 2,3,4,5. Bo za kilka lat ktos się będzie zastnawiał jaki
sens ma nazwa Zielonka czy greenpark, jak wokół asfalt i kostka bauma.
Powiem Ci uczciwie - mnie też strasznie wkurza "nawyk wrzucania
wszystkiego do worka "bo to wina komunizmu". Dość rozliczania przeszłości!!!!!
Przestańcie patrzeć wstecz i myśleć do przodu." I co do tego zgadzam się z Tobą
w 100%. Chciałbym, aby tamten komunizm umarł. Dlatego wkurza mnie, jak na
miejsce tego starego komunizmu coraz to ktoś kombinuje, jakby tu zbudować nowy.
Ale rozumiem to - to kwestia wspomnień. Z całą pewnością proponowana przez
Ciebie wycinka lasów pod greenparki nie kojarzy Ci sie z Wielkim Stalinowskim
Planem Przeobrażenia Przyrody, dzieki czemu dziś np. kończy umierać
niegdysiejsze Morze Aralskie itp. Mnie się kojarzy, niestety. Pozdrawiam.

V Ogólnopolski Rajd Turystyczny im dr M. Orłowicza

relacja z rajdu ...
"Blisko 200 turystów w różnym wieku, począwszy od ośmiolatków po emerytów,
uczestniczyło w V Ogólnopolskim Rajdzie im. dr Mieczysława Orłowicza.

Wędrowcy pieszo przemierzali najciekawsze zakątki Pogórza Dynowsko-
Przemyskiego. Celem rajdu było propagowanie sylwetki dr M. Orłowicza, który
jest patronem przemyskich turystów. Dodatkowo, takie rajdy, to doskonała okazja
do poznawania przyrodniczych walorów okolic Przemyśla, uczczenie Światowego
Dnia Turystyki, a przede wszystkim – kształtowania nawyków aktywnego wypoczynku
i rekreacji. – Oferta dostosowana była dla każdego. Zaproponowaliśmy trasy o
różnej skali trudności, przeznaczone dla bardziej doświadczonych wędrowców, jak
też łatwiejsze, dostępne nawet dla mniej wprawnych turystów – mówi komandor
rajdu, Janusz Motyka.

Drużyna piechurów, prowadzona przez Edytę Czaplę, wędrowała z Grochowiec przez
Helichę. Największą popularnością cieszyła się trasa pod przewodnictwem Leszka
Komana. Tutaj ponad stuosobowa grupa przemaszerowała z Krasiczyna przez
Dybawkę, fort Prałkowce i Kruhel Wielki. Z kolei turyści bardziej zaawansowani,
maszerowali z Dariuszem Hopem szlakiem z Węgierki. Ten rajd odbywał się pod
patronatem Klubu Górskiego. – Trasy rajdu biegły urozmaiconymi i krajoznawczo
ciekawymi regionami – twierdzi J. Motyka. – Można było podziwiać zarówno piękno
przyrody Pogórza Przemyskiego, jak również tak znane "perełki", jak chociażby
zamek w Krasiczynie i cerkiew w Kruhelu, czy też pozostałości forteczne
Twierdzy Przemyśl.

Rajd zakończyło wspólne ognisko na terenie rekreacyjnym Hotelu "Gromada" w
Przemyślu. Było tradycyjne pieczenie kiełbasy, dzielenie się wrażeniami z
wędrówki, wszyscy "rajdowicze" otrzymali materiały krajoznawcze, a pierwszych
120 osób – pamiątkowe, metalowe odznaki.

Imprezę zorganizowało Koło Terenowe Oddziału PTTK im. dr Mieczysława Orłowicza
w Przemyślu. Wśród uczestników największą grupę stanowiły dzieci i młodzież,
także z ośrodków specjalnych. Pomogli także MZK oraz Hotel "Gromada"."
www.pressmedia.com.pl/sn/wydarzenia/d2.asp?u_file=JJ%2ETXT

Lustracja totalna

CZY TO RACZEJ NIE TY JESTES ESBEKIEM? :)
re:
> Obserwuję cie tu od dłuższego czasu.

- Czemu-z to tak mnie pilnie "obserwujesz"? Czy to twoj stary esbecki nawyk?...

Tak czy owak,mnie nie przestraszysz twoim "obserwowaniem," chocby ci od niego
slepia wyplynely (czego ci zycze).:)

re:
>Tylko SB-cki prowokator, żyjac bezpiecznie w Kanadzie, może wygłaszać take
>brednie.

- Wiec twierdzisz ze to, co ja pisze, to sa brednie? - Udowodnij. Zbij moje
argumenty. Podaj fakty, ktore je obala. Jazda, smieciu!

To po pierwsze. Po drugie, co ma takie czy inne miejsce, takie czy inne
powietrze, taka czy inna przyroda, i tym podobne rzeczy, wspolnego z tym, co ja
pisze? - Odpowiedz, matole czortowy.

... Wiec sugerujesz ze tresc tego, co ja pisze - to znaczy totalnie
prolustracyjna tresc moich postingow - jest dowodem na to, ze jestem esbekiem
mieszkajacym w Kanadzie? - Zatem zgodnie z twoja logika inaczej wiele osob na
tym forum to esbecy mieszkajacy w Kanadzie, mimo iz sa (w odroznieniu od ciebie
dobrymi) Polakami mieszkajacymi w Polsce. :)

re:
>Jesteś chyba jednym z tych 30% "solidarnościowych" emigrantów, którym SB
>zleciło wykonanie agenturalnej
> roboty.

- Aj! ja nic nie wiedzialem ze SB cos takiego zlecilo. A ty skad to wiesz? No,
skad masz te informacje? Bylazeby to intymna, wewnetrzna wiedza esbeka czy
agenta esbeckiego?

Wiec "chyba" jestem jednym z tych rzekomych agentow solidarnosciowych, czy
jestem nim napewno? Jesli jestem nim napewno, dawaj dowody, oszczerco.

re:
>Przyjedź tu i poddaj się lustracji

- Chocby w tej chwili. Bo ja nie mam nic do ukrycia - sumienie mam czyste.

Natomiast twoja tchorzliwo-histeryczno-nienawis tnie-kalumniarska reakcja
swiadczy o tym, ze ty masz cos do ukrycia, oraz nie masz czystego sumienia.

A kto ma cos do ukrycia, albo nie ma czystego sumienia? Kto robi w portki na
wiesc o lustracji? Kto gardluje przeciwko niej? Czyz nie esbecy, agenci
esbeccy, lub zdemoralizowane typy usilujace ich kryc?

Diabla zjesz, gnoju, oszczerco, zanim udowodnisz ze Marky to esbek czy agent
esbecki.

A to twoje wyzywanie mnie od esbekow, szmato, przywodzi na mysl stary trik
esbecki rozpuszczania poglosek ze osoba w opozycji do Komuny jest "esbeckim
prowokatorem."

Nie zwiejesz od lustracji - ona predzej czy pozniej w Polsce nastapi, chocbys
pysk zdarl na wyrzygiwaniu kalumnii pod adresem tych ktorzy jej zadaja.

re:
>idioto!

- Hmmm... kazdy kto ma olej w glowie widzi ze Marky jest totalna odwrotnoscia
idioty, a ty calkowita odwrotnoiscia Marky'ego.
:)

Teraz o feminizmie wiem troszkę więcej

Ośle, poczytaj najpierw trochę z filozofii nauki (i filozofii w ogóle), z
socjologii!

Mówię o nawykach myślowych typowo XIX wiecznych, w których tkwisz, a które
każą ci po pierwsze widzieć nauki przyrodnicze jako
wiedzę „czystą”, „obiektywną”, nieskażoną historycznością i wpływami
kulturowymi („potrzebne ci lektury z biologii, nie dyskusja” - typowa jescze
dla XIX w. absolutyzacja wartosci nauk przyrodniczych), po drugie postrzegac
sferę bytu społecznego jako po prostu częśc przyrody i rozciągać oberwacje
życia np. szympansów na fenomeny czysto kulturowe, społeczne, ludzkie, jak np.
dyskryminacja kobiet. Z tych powodow twoje „najnowsze doniesnienia z życia
szympansów” niczego nie dowodza, za to twoje obsesyjne powolywanie sie na nie
potwierdza tylko gnusność umysłową, dowodząc, że nie potrafisz wyjśc poza
ciasny horyzont nauk przyrodniczych. no co za prymityw...

Odnieś się raz baranie do kluczowej tutaj tezy filozoficznej – jesteś zdania,
że byt społeczny jest całkowicie redukowalny do przyrody, czy nie? Bo moim
zdaniem nie jest! Nierówności spoleczne na tle dyskryminacji płciowej to
zjawisko z tej samej sfery, co stratyfikacja spol. i struktura klasowa i
nierównosci na ich tle – nic tu nie ma do rzeczy biologia! To, ze istnieja
biologiczne roznice miedzy plciami, nie mowi nic o zadnym koniecznym systemie
spolecznym! Pomysl nad tym, zamiast obsesyjnie pie..c o szympansach, jakby
analogia ze społeczeństwem była oczywista. Co ja zreszta mowie - ten palant
nawet przestepczosc zapewne wyjasni na przykladzie szympansow - gdy tymczasem
jest oczywiste, ze glowne przyczyny sa - znowu - spoleczno-kulturowe, jak
bieda, wykluczenie itp.

Te twoje żałosne "naukowe" argumenty sa krok po kroku falsyfikowane w miarę,
jak kobiety wkraczają z powodzeniem w coraz to nowe sfery, które wcześniej tacy
jak ty rezerwowali mocą „praw natury” wyłącznie dla mężczyzn, równiez
produkując masę "dowodów" z obszaru nauk przyrodniczych.

P.S. Oczywiście to, że wziąłeś mnie automatycznie za kobiete równiez pokazuje,
w jakich załosnych schematach myślowych tkwisz. Zgoła XIX wiecznych.

osiagniecia (tylko dla dzieciatych) :)))

Doktorze najmilszy, prawda jak zwykle leży gdzieś pośrodku. Znam co najmniej
kilkoro fatalnych dzieci fajnych rodziców, ale w większości, a nawet we
wszystkich tych przypadkach owa "fatalność" wynika z tego, że rodzice sami z
własnej i nieprzymuszonej woli do takiej fatalności dopuścili.
Z drugiej strony znam mnóstwo znakomitych ciekawych świata dzieciaków, które w
obecności swoich rodzicieli zapadają na przymulizm i to, co doktor z własciwą
sobie swadą nazywa nastrojem "mam was wszystkich gdzieś i mam nadzieję, że ze
wzajemnością". I ja im sie często wcale nie dziwię, bo rodzice namolni i mocno
obciachowi bywają. Niestety.
Truizmem będzie jeśli powiem, że wychowanie człowieka jest sztuką, że trzeba
nie dawać, a pokazywać, jak sobie wziąć, że nie ryba, ale wędka do jej
złowienia. Trudne to jest czasami cholernie, bo z jednej strony ciągnie, żeby
samemu zrobić, bo to prostsze niz tłumaczyć, a z drugiej, żeby uciec na koniec
świata przed żarłocznościa własnego potomstwa.
Ja postawiłam na zaufanie i póki co (wiem rysycyzm) znakomicie mi się to w
przypadku starszego potomka sprawdza. Wyznaczyłam minima i zostawiłam sama
sobie w kwestii wyborów, co nie znaczy, że nie dbam, nie dopieszczam, nie
stymuluję, nie wyrabiam nawyków. Ale jaka to przyjemność móc na ten przykład z
dorastającą córką porozmawiać o Kunderze, a nie naganiać bez przerwy do lekcji.
Bo w tym kawałku to ona sama za siebie od drugiej klasy gimnazjum całkowicie
odpowiedzialna. Pomagam, jak mnie poprosi, a do zeszytów nie zaglądam od
niepamiętnych czasów. Bo i po co? To jest jej życie i ona jest za nie
odpowiedzialna. I kurczę to się sprawdza - nie wiem, czy trafiłam na wyjątkowy
egzemplarz, czy może to jest po prostu jakis sposób.
pozdrawiam najserdeczniej. proszę szybciutko okulary zakładać, bo rękoczyny
nieprzewidziane.
mamarcela chwaląca się w tym momencie swoimi sukcesami wychowawczymi, chociaż
przyszło jej osiągać te sukcesy w wyjątkowo niesprzyjających warunkach
(przyrody)

Lekarze tego nie mowia

Witajcie! W ub.roku przez przypadek trafiła mi do ręki książka Michała
Tombaka "Jak zyć długo i zdrowo". Wg autora wszystkie nasze problemy a
przynajmniej wiekszość są wynikiem zatruwania organizmu złym odżywianiem. Złym
odzywianiem, złym oddychaniem, piciem złej wody... Pierwszy krok do zdrowia to
oczyszczenie organizmu. Sposobów na to jest wiele. JCzęść z nich przetestowałam
i ... naprawdę było mi lepiej. Ale człowiek to taka leniwa istota i trudno nam
się rozstaje z przyzwyczajeniami Teraz postanowiłam wrócić do recept prof.
Tombaka.
"Mało kto wie, że u dorosłej osoby w jelicie grubym znajduje się od 8 do 15 kg
kamieni kałowych, które człowiek nosi przez całe zycie. Przeważnie po 40 roku
życia jelito grube jest na tyle zapełnione kamieniami, że wypiera ze swoich
miejsc inne organy, utrudniając pracę wątrobie, nerkom i płucom. To jest
właśnie przyczyna większości chorób. Co się dzieje z tymi
produktami "przecvhowywanymi" przez wiele lat w temperaturze powyżej 36 st.
nietrudno sobie wyobrazić.. Produkty gnicia, toksyny, substancje rakotwórcze..
to wszystko powoli rozchodzi się po całym organiżmie, stopniowo osiada na
ściankach naczyń krwionośnych, stawach.. Wg Tombaka gdy zaczyna nam chorować
jakiś organ, leczyć tylko jego - nie ma sensu. Bo chory jest cały organizm.
Medycyna leczy tylko skutek zanieczyszcenia całego organizmu. Tymczasem główny
sprawca chorób pozostaje i jest gotowy w każdej chwili ujawnić się w innej
częsści ciała. Stale rosnące zasoby kamieni kałowych zmianiają się w zwały.
Jesteśmy więc workiem z gnijącymi odpadami. I to za to trzeba się w końcu
zabrać A sposoby oczyszczania po kolei poszczególnych organów nie są wcale
trudne, o ile poradzimy potem sobie z nawykami i przyzwyczajeniami..
W jego książkach jest dużo fajnych rzeczy.. Jak choćby o chodzeniu boso, w
domu, po ziemi, po szronie, no i po rosie. Praktykowałam chodzenie po rosie,
dla mnie rewelacja
Pisze też sporo o wodzie. W naturze istnieje 135 rodzjaów wody (!)
Najkorzystniejsza dla człowieka jest woda "strukturowana". W przyrodzie spotyka
się ją w warzywach, owocach, sokach i ... roztopionym lodzie. Jakuci, którzy
taką piją - tną lód i topią, żyją średnio ponad 100 lat. Poleca by zwykłą wodę
z wodociągu zagotować, przykryć, ostudzić i zamrozić w temp. -4 st. na 2-3
godziny. Potem przebnić lód i zlać wodę - to jest właśnie woda "strukturowana".
No moi mili, do dzieła! Muszę kończyć i idę podać dzieciom obiad. Sama zjem
chyba tylko ryż i surówkę Acha, ja nigdy nie piję w trakcie posiłków.
Życzę wszystkim smacznego !!! i pamiętajcie o tych pachnących kamieniach
Później tu zajrzę

Czy tylko dieta?

Ja tez uzywam prawie tylko naturalnych kosmetykow, glownie niemieckich.
Z "chemii domowej" tez uzywam Ecoveru, ale w rankingu konsumenckim czytalam o
lepszej firmie i wyprobuje ja nastepnym razem. Tez sortuje smieci na ile sie da
(plastiku sie u mnie nie da, niestety, ale lokalne wladze staraja sie to
zmienic). Wlasnie zapisalam sie do box scheme, wiec tez bede miala organiczne
warzywka dostarczane do domu, poza tym staram sie korzystac z farmers' markets,
gdy mam czas (zamykaja wtedy, gdy koncze prace). Zawsze na zakupy nosze wlasna
plocienna torbe (nabylam ten nawyk mieszkajac w Berlinie) i prawie nie uzywam
plastikowych reklamowek, chyba ze w bardzo szczegolnych przypadkach.
Kupuje produkty fairtrade, zwlaszcza czekolady, herbaty, kartki i ostatnio
bizuterie (sliczna i bardzo unikalna).
Nie zapalam swiatla, gdy nie musze, uzywam energooszczednych zarowek. Nie mam
telewizora, laptop jest wlaczony prawie caly czas, bo sluzy mi za komputer, dvd
i sprzet muzyczny. Nie zostawiam ladowarki do komorki w kontakcie. Wylaczam
bojler, gdy wychodze z domu i na noc, jak najpozniej wlaczam ogrzewanie i
raczej wole miec w domu chlodniej i cieplej sie ubrac niz odwrotnie.
Nie mam niestety oszczedzajacej wody zmywarki, zmywam recznie, ale staram sie
oszczedzac wode. Nie biore nigdy kapieli, podczas prysznica zakrecam wode, gdy
sie namydlam.
Zawsze duzo cwiczylam, od tych wakacji troche mniej, ale wracam do tego. Cwicze
to, na co mam ochote, tae bo, pilates, rozne silowe cwiczenia, staram sie
bardzo duzo chodzic (pol godziny szybkim krokiem w jedna strone do pracy), poza
tym korzystam z komunikacji miejskiej. Nie mam prawa jazdy i samochodu.
Staram sie pomagac charytatywnie w miare moich mozliwosci. Wspieram czasem
finansowo jakies konkretne organizacje, ostatnio zapisalam sie jako
wolontariuszka do pomocy na book fair, z ktorego dochod przeznaczony bedzie dla
biednych w Mali - bede sprzedawac ksiazki i upieke ciasto marchewkowe do
sprzedazy. W Berlinie pracowalam charytatywnie z uchodzcami i dziecmi z
mniejszosci etnicznych, dawalo mi to bardzo duzo przyjemnosci.
Mam bardzo fajna ksiazke "A good lige: the guide to ethical living" i czytam ja
pomalutku (bo gruba jest i bardzo tresciwa), czerpie mase inspiracji z niej i
mysle, ze kazdy, ktor interesuje sie srodowiskiem i ma szacunek do siebie,
ludzi i przyrody powinien miec taka swoja "biblie".

czy warto iść do wróżki?

WRÓŻBA DLA DARII
Twoja obecna sytuacja - karta sugeruje stagnację w życiu. Coś lub ktoś krzyżuje
ci plany, być może masz trudności (jesli obijasz sie w szkole lub w pracy
uwazaj, bo się wyda). Przeszkody te nie sa jednak tak duże, jak ci się wydaje.
Zbierz się do kupy, póki czas. Czy w twoim zyciu nie pojawił się przypadkiem
ktoś nowy? Facet mimo ze bystry i rozwazny może być agresywny; kontakt z nim
wymaga koncentracji, bułke oprzez bibułke i te sprawy. Najbliższą przyszłość
ukazuje Księżyc - karta złudzeń i rozterek. Pamiętaj - nic nie jest tym, czym
wydaje się być. Z pozoru życzliwe kolezanki mogą ci wyciąć niezły numer -
uważaj. Byc moze też, jakieś skrywane zdarzenie z przeszłosci ujrzy teraz
światło dzienne, a tajemnice zostaną wydane. Marzenia mogą okażą się urojeniami
bez szansy na realizację, również te związane z tym Nowym. Nie oszukuj samej
siebie, i nie daj się oszukac innym. Jeśli pozbędziesz się złudzeń, uda ci się
dostrzec coś o wiele bardziej wartosciowego (tłumacząc po ludzku, facet, o
którym intensywnie myslisz raczej nie jest TYM, moment, w którym uswiadomisz to
sobie mentalnie przyniesie ci nie dosc ze ulgę, to być moze księcia na białym
koniu. Dalsza przyszłość to w twoim przypadku zmaganie się z własnymi demonami,
nawet największe szczęscie mozna schrzanić, pamietaj o tym. Być moze do głosu
dojdzie twoja ciemna strona natury i słabostki ujrzą swiato dzienne. Czy masz
jakies nałogi lub upierdliwe nawyki? Jesli lubisz sobie golnąc, to uważaj.
Odezwie się w tobie sentyment, i księcia z rumakiem postanowisz puścić w trąbe,
na konto faceta z przeszłosci. Być moze tez, to książe zmęczony twoimi
rozterkami postanowi cie zdradzic. Miłość jest jak ogród, niepielęgnowany
usycha. Dalsza przyszłość rysuje się dwojako: nawet jesli nie zbierzesz w sobie
sił na walkę, to i tak spotkasz kogos, kto bedzie dla ciebie duzym wsparciem.
Karta sugeruje osobe spod znaku lwa. Pamietaj - nic w przyrodzie nie ginie, i
byc moze, przy zmiennych wiatrach to wlasnie TY bedziesz musiała kogos
wesprzec.
Podsumowując: nadchodzą duze zmiany. Twoj dotychczasowy poglad na zycie nie
jest zdaje sie najszczesliwszy. Predzej czy pozniej przyjdzie ci
przewartosciowac sposob myslenia, tylko w ten sposob ruszysz z miejsca.
Zerwanie z przeszłosćią pozwoli ci również rozpocząc nowy etap w życiu. Jesłi
jednak bedziesz ogladac sie za siebie i tesknic za starymi ukladami - wszystko
popsujesz. Aha - koniecznie wyjedz na wakacje.

Polecam sie na przyszłość.

Smieci,i o smiecia co nie co

śmieci, śmieci, śmieci...
Po moim psie zawsze zbieram, chyba że zrobi to w moim ogrodzie. Nauczyłam się
tego, ponieważ po pierwsze muszę to robić kidy jestem z nią na przystani (wolę,
żeby ktoś nie wszedł - szczególnie gdy to będzie gość). Dzięki temu nawykowi
nie muszę się wstydzić kiedy Fizia zrobi kupkę przy Niemcach. Oni są
szczególnie chętni do pokazywania palcami tych brudasów Polaków, a mieszkam w
pobliżu granicy.
Musi chyba upłynąć dużo wody w polskich rzekach, żeby ludzie nauczyli się nie
rzucać niedopałków, torebek, resztek jedzenia itp. Szczególnie mocno dawało się
to we znaki gdy stopniał śnieg i spod niego wyjrzaly te właśnie śmieci.
A jeśli chodzi o segregację śmieci, to nadal ten temat podchodzi pod utopię. W
dużym skądinąd mieście, w którym mieszkam, muszę po prostu szukać pojemników na
szkło, papiery itp. W pobliżu mojego domu ich nie ma. Zużyte baterie - niedawno
na forum mojego miasta ktoś wrszucił taki temat i inna osoba podała link do
odpowiedniej informacji. Wklejam: miodowa.pl/odpady.jpg do obejrzenia.
Zauważcie, że godziny przyjmowania są nie do przyjęcia dla przeciętnej
pracujacej osoby. No i położenie też niezbyt dobre - na peryferiach, jak to
kiedyś mówiono.
Ale cóż, nawet mojej rodziny nie mogę nauczyć spłaszczania kartonów i butelek
PET, a to nie wymaga jeźdźenia daleko.
Te odpady uciążliwe (problemowe) same w sobie stanowią lepszy problem. Z racji
mojego fioła kajakowego, chętnie pływam naszymi pomorskimi rzekami dość wczesną
wiosną. Ma to dwie bardzo istotne zalety: po pierwsze, nie brakuje wody, a po
drugie z wody widać to, co latem jest z niej niewidoczne. Z zasady te rzeki
płyną w oddaleniu od ludzkich siedzib. Ale tam, gdzie się do nich zbliżają,
bywa nieciekawie. Nie wiem już, która z rzek - Ina czy Parsęta - dzierży rekord
w liczbie napotkanych w nurcie lodówek i kineskopów. Tak wygląda (bo nie
uwierzę, że od ubiegłego roku coś się zmieniło) nasz stosunek do przyrody.
A "zwykłe" smieci? zdarzają się na rzekach zatory nie do przebycia, złożone
wyłącznie z butelek i puszek, z dodatkami fragmentów plastikowych fotelików,
wiaderek, misek, nie licząc elementów trudnych do rozpoznania.

Inicjatywa ustawodawcza uproszczenia ortografii

Nauczyciel musi... ale ortografia jest nawykiem.

Albo więc nauczyciele też dostaną prawo do okresu przejściowego,

Przyjmijmy, że nauczyciel musi. Wtedy będzie cholernie smiesznie jak pani od
nauczania poczatkowego bedzie pisać po nowemu, a anglista raz tak, raz siak jak
mu się przypomni (bo na test kompetencyjny przy przyjęciu do pracy spręży sie,
w codziennej pracy będzie po polsku pisac odruchowo, nawykowo -
staroortograficznie), a ksiądz katecheta (do katechetów zdaje sie nie wszytskie
obowiazki nauczycieli mozna stosować) będzie pisał całkiem po staremu.

No to może okres przejściowy dla nauczycieli ? Współczuję wtedy dziecku, które
bedzie widziało na tablicy albo we własnym zeszycie raz taką pisownię, raz
owaką - ortografia jest nawykiem. Czasami się pani przypomni, jaka pisownia ja
obowiązuje, czasami poleci odruchem, jak akurat bedzie jednoczesnie mówić. A do
tego pamiętajmy ciągle o anglistach i katechetach. Naprawde chyba mniejszy
zamęt robi uczciwa nauka ortografii, stałe zasady choc trudne sa dla dziecka
lepsze niz zmienianie zasad co chwila. W ksiązkach dla dzieci będzie stara
ortografia, w szkole mieszana, w domu stara, w podręcznikach nowa.
Naprawde uwazasz, ze warto męczyc kilka roczników siedmioletnich maluchów, niż
przymusić do uczciwej roboty pełnoletnie konie zdające maturę ?!

W starszych klasach w ogóle bedzie cyrk, bo część nauczuycieli będzie pisać po
staremu - może polonistów da się jakoś zmusić, bo oni są przyzwyczajeni do
zwracania uwagi na ortografię, ale co zrobić z matematykami, fizykami,
geografami ? Pozwalaniać ? Uważasz, ze dyrektor pozbyłby się większości kady
nauczycielskiej tylko dlatego, ze owa kadra robi błędy ortograficzne zawodowo,
chociaż prywatnie nie robi, bo jest okres przejściowy ? Uważasz, ze to dobrze
wpływnie na oceny z matury z przedmiotów innych niż język polski ? Bo takie
własnie będa opcje: albo sie pozwalnia nauczycieli przedmiotów przyrodniczych i
innych niepolonistów za to, ze nie respektują zasad nowej ortografii (czyt.:
źle uczą), albo pozwoli się na anarchię poza językiem polskim, co nikomu na
zdrowie nie wyjdzie.

A podręczniki, zwłaszcza w starszych klasach... NIe zawsze kupuje się nowe,
niektóre mają po kilka lat. Niektóre zbiory zadań mają tylko nowe wydania, a
nikt ich nie przeredagowuje.

Współczuję młodziezy szkolnej, jesli owa "reforma" by miała kiedykolwiek wejsc
w zycie...

Poprawmy klimat Poznania!

taa znowu akcja, szczytna akcja
A kiedy będzie tak, że "akcje" uznane zostaną za normalność
gówna psie na chodnikach, zaraz napiszą obrońcy psow, że brak koszy,
odpowiem od razu, a co za różnica czy to zwykły kosz czy nie? czy to
nie oznaka braku kultury i poszanowania tzw przestrzeni publicznej?
bo co ,bo śmieci "ludzkie" zmieszają się z psimi? przepraszam, a
ktoś te smieci bedzie potem jadł? i tak to wyląduje na
kompostowniku, nie w spalarni (niestety). Czy lepiej nadal je
rozdeptywać podeszwami i te podeszwy wycierać w domu na parkietach
bo tak bedzie bardziej higienicznie.
zaszczane bramy, zaraz ktoś napisze że jest powszechny brak kibli
lub są w złym stanie, to co potrzebne toj toje na każdym rogu ulicy?
zajeżdzone trawniki, zaraz ktoś napisze w miescie brak parkingów, a
ja zapytam się czy czasem nie brak wyobraźni władzom miasta w
rozwoju KOMUNIKACJI PUBLICZNEJ i kultury niektórym kierowcom?
fruwajace smieci, bark koszy? czy brak nawyku i kultury,
zaplute gumami chodniki Tłuszcz też pod fast foodsami, brak koszy?
czy brak kultury i nawyku sprzątania po sobie,
To tylko niektóre przyczynki do tzw akcji.
Taka akcja to nie tylko wskazywanie i fizyczne sprzątanie syfu,
to powinna byc wieloletnia zmiana mentalności zwłaszcza młodych
ludzi, którzy się dopiero uczą, edukują.
Szkoły jak widać tego nie uczą mimo iz w programach jest przyroda z
elementami ekologi, religia, która niby stawia na elementarny
dekalog prawny (dziesieć przykazań dla niekumatych), WOSP niby uczy
co to demokracja.
Rodzice, drugi filar wychowania, stosuja najczęsciej tzw.
bezstresowe wychowanie wg hasła wychowuj się sam tylko mi nie
przeszkadzaj bo mnie akurat głowa boli lub mam cos ważnego do
zrobienia. Skutkiem czego niestety użyję tutaj owsiakowego, lubię go
i cenię, skrótu jest: róbta co chceta n ulicach, a więc: rynsztok
slowny bluzgi dla bluzgów, głośne bekania, czekam jeszcze na
publiczne pierdzenia, wrzaski po 22 pod najczęsciej nie swoimi
oknami no i powyżej opisane skutki z psami i itp.
Niestety pocieszeniem(?) niech bedzie fakt, ze tak samo jest i w
innych krajowych metropoliach.

Konkursy dla naszych dzieci

Mazowiecki konkurs ekologiczny (do 15.10)!!!
Samorząd Województwa Mazowieckiego organizuje VII Edycję Konkursu Ekologicznego
dla uczniów szkół podstawowych i gimnazjów z terenu Województwa Mazowieckiego.
Organizatorzy chcą aby edukacja ekologiczna prowadziła do stworzenia poczucia
odpowiedzialności za stan środowiska naturalnego w każdym z nas.

Celem Konkursu jest:

1) podnoszenie poziomu wiedzy ekologicznej, poprzez kształtowanie świadomości
uczniów w dziedzinie ekologii i ochrony środowiska naturalnego;
2) zachęcanie do troski o otaczające środowisko;
3) tworzenie trwałych nawyków i zachowań ekologicznego stylu życia w domu,
szkole i najbliższym otoczeniu;
4) pobudzanie do stałych działań na rzecz ochrony lokalnego środowiska;
5) zwracanie uwagi na zagrożenia środowiska naturalnego.

Konkurs będzie przeprowadzany w następujących kategoriach poszczególnych grup
wiekowych:

1) klasy 0 - III szkoły podstawowej:
a) praca plastyczna - wycinanka,
b) praca plastyczna;
2) klasy IV - VI szkoły podstawowej:
a) praca plastyczna – plakat ekologiczny,
b) hasło reklamowe;
3) klasy I - III gimnazjum:
a) piękno mazowieckiej przyrody w fotografii wykonanej przez ucznia,
b) praca plastyczna – projekt torby ekologicznej.

Prace zgłoszone do konkursu muszą dotyczyć następującego zakresu tematycznego:

1) selektywna zbiórka odpadów i recykling;
2) środowisko i jego zagrożenia, dbałość o przyrodę;
3) zmiany klimatyczne;
4) odnawialne źródła energii;
5) oszczędzanie wody i energii;
6) ochrona chronionych zwierząt i roślin występujących na terenie Mazowsza.

Wypełnioną, podstemplowaną i podpisaną kartę zgłoszeniową należy przekazać do
Szkolnej Komisji Konkursowej do dnia 15 października 2009 r.

więcej TUTAJ

"dlaczego Polak nie sprząta po psie"?

"dlaczego Polak nie sprząta po psie"?
" A ja jednak chciałbym wiedzieć, dlaczego Polacy nie sprzątają po swoich psach.
(...)

- A może to kwestia stosunku do przestrzeni publicznej - podsuwa prof.
Cegielski i dodaje, że Polacy dopiero uczą się nią posługiwać. - W czasie
PRL-u przestrzeń przed blokiem była obca, żeby nie powiedzieć wroga. Teraz w
najlepszym razie bywa obojętna - mówi.

(...)

Z kłopotu wybawia nas profesor Kazimierz Krzysztofek ze Szkoły Wyższej
Psychologii Społecznej, który proponuje inne wyjaśnienie śmierdzącego fenomenu:

- Jesteśmy społeczeństwem postwiejskim i przyrodę w mieście traktujemy jako
przedłużenie wsi. Uważamy, że trawniki są do deptania, a psy mogą latać bez
kagańców i załatwiać się, gdzie im się żywnie podoba. Ot, co - mówi.

Antropolog profesor Roch Sulima wyraża się dobitniej: - Polacy uważają, że, za
przeproszeniem, gó.. na trawniku jest wciąż na swoim miejscu - mówi.

I wyjaśnia: - U nas odchody zwierząt wciąż nie przeszły do kategorii
"nieczystości". Polacy sądzą, że nie tylko się zmineralizują, ale zapewne też
coś użyźnią. I dlatego nie należy ich ruszać, bo to, co naturalne, będzie
przez naturę wchłonięte.

Architekt Maciej Miłobędzki uważa, że Polacy powoli odkrywają, że gó.. na
trawniku jednak nie jest na swoim miejscu.

- Dopiero zaczynamy o tym rozmawiać. Ale to już coś - zastrzega i dodaje: - W
Londynie przy wejściu do parków od lat są piaskownice dla psów, w Skandynawii
wszędzie wiszą plastikowe torebki i łopatki. Oni mieli szansę wyrobić sobie nawyk.

Profesor Krzysztofek sądzi, że piaskownice dla psów nie zlikwidują plagi kup
na naszych trawnikach: - Mieszkańcy polskich miast za pomocą psa
rekompensują
sobie brak więzi międzyludzkich.
I w związku z tym zwierzęta traktują niemal jak ludzi.
Wielokrotnie słyszałem, że psa nie można zmuszać do robienia kupy w określonym
miejscu, bo to go stresuje.

A co dopiero mówić o zbieraniu kup.

Bez szeroko zakrojonej kampanii edukacyjnej, kar i pomocy w postaci wiszących
w parkach zestawów do sprzątania kupy na trawnikach będą.

- Żeby coś się w tej sprawie zmieniło, musi pojawić się wstyd - wyjaśnia
Magdalena Środa.

Rzeczywiście, ta norma na razie nie obowiązuje. Mało tego! Wielokrotnie
widziałem, jak wdeptujący w kupę Polak uśmiecha się od ucha do ucha i
oznajmia, że to na szczęście.

ŹRÓDŁO:
Portret z kupą i resztą
Tomasz Kwaśniewski
serwisy.gazeta.pl/df/1,34467,3454567.html?as=1&ias=4

Jak człowiek zniszczył świat

Jakkolwiek jestem wegetarianką z blisko 20 letnim stażem i wszystkie waąki
wegetariańskie są mi bliskie, to mam wątpliwości czy zamieszczanie tego typu
artykułów , to najlepszy pomysł na przekonywanie do wegeterianizmu. Dlaczego? Po
pierwsze dlatego,że alternatywa: "albo wegetarianizm albo przyroda nie ocaleje"
- jest dużym uproszczeniem. Wszystkie większe zmiany spowodowane są zazwyczaj
nie jednym, ale wieloma nakładajacymi sie czynnikami, a co dopiero mówic o
jakiejś globalnej katastrofie. Po drugie, czy naprawdę zmiana diety pod wpływem
strachu , jest tym o co chodzi? Mówię to jako wegetarianka podpadająca pod
definicję wegeterianizmu zaproponowaną przez Marię Grodęcka w Jej "Zmierzchu
swiadomosci łowcy". Proponuje Ona nazywę "wegeterianin" zastrzec na określanie
tylko tych, którzy kierują się w doborze swego pozywienia systemem wartości
wykluczającym z powodu współczucia, przyzwolenie na zabijanie i zjadanie innych
stworzeń. Z punktu widzenie tej aksjologii, ktoś nawet kto wyeliminował ze
swojej diety mięso, bo tak każe mu religia, stan zdrowia ( to był ponoć powód
dla którego długi czas nie jadał mięsa Hitler) finanse, czy jakikolwiek inny niz
współczucie pragmatyczny wzgląd - wegeterianinem nie jest. Trzeba jednak brać
pod uwagę fakt, że nawyki żywieniowe nie poddają się tak łatwo modyfikacji
(mięso to uzależniacz)i nawet ludzie, którzy lubią zwierzęta i nie jest im
obojętny także los zwierząt rzeźnych mogą, nawet gdyby chcieli przejść na dietę
wegetariańską - mieć kłopoty z szybką i całkowitą rezygnacją z mięsa. Trzeba się
z tym liczyć i wykazać zrozumienie, bo pohukiwanie i straszenie skutkami
mięsożerstwa niczego nie przyspiesza i nikomu nie pomaga. W końcu wazniejsza
-przynajmniej ja tak myślę- jest na początku tej drogi zawartośc czyjejś głowy
niż żołądka. Uważam, ze osoby czytające to forum, zetknęły się z wątkami
wegeteriańskimi tyle juz razy, że jeśli zainspirowały je one do zmiany czegoś
pod tym kątem w ich życiu, to zmienią to we właściwym sobie tempie i na swój
własny sposób. W zwiazku z powyższym, proponuję jako wegetarianka innym
wegetarianom, zaprzestać (bo rozmija się z celem) zbyt nachalnej propagandy
wegeterianizmu na tym forum. Pozdrowiam

mleko UHT dopiero od 3 lat??

takie teksty jak ten z linka wyzej pojawily sie juz kilka lat temu.
Nie twierdze ze ten rosjanin (Michaił a nie Michał) nie ma pojecia o
czym pisze. Ale przynajmniej moglby nie wmawiac ludziom ze koty
karmi sie mlekiem bo chyba kazdy wlasciciel wie ze kotom mleka dawac
nie wolno tak jak nie wolno dawac calej masy innych rzeczy, np.
slodyczy. Ale np. moj kot jest wszystkozerny i nic go nie obchodzi
czy to dla niego zdrowe czy nie ;) Co do czlowieka ze mleko nie jest
dla niego, hmm, ten gosc powinien sie blizej przyjrzec ludziom - my
nie jestesmy jak krowki i kotki, w zaleznosci od upodoban i regionu
geograficznego mozemy zjesc i przezyc na wszystkim co jest jadalne:
od korzonkow przez owady po konia. To w przyrodzie nie wystepuje u
zadnego innego gatunku. Zreszta zawsze po kazdych tego typu
rewelacjach zeby nie jesc i nie pic tego i owego zastanawia mnie
jaka dieta jest idealna dla czlowieka? biorac pod uwage ze powinna
zalezec tez od strefy klimatycznej i wystepowania danej zywnosci
tam, a takze od globalnej migracji ludnosci na przestrzeni wiekow i
zwiazanego z tym genetycznego przystosowania organizmow do roznego
rodzaju zywnosci. No bo skoro Tombak twierdzi ze "nauczylismy" jesc
koty mleko - a ja skoro niczego takiego nie przypominam w przyp.
wlasnego kota (wczoraj zrzucil butelke z mlekiem na podloge i
zlizywal) tzn. ze kot, wg. Tombaka, - ma to zakodowane w
genach/instynkcie. Czyli ze my tez mamy wiele dzisiaj normalnych
nawykow w genach, m.in. picie mleka.
Tak samo z alergia, u jednego wystapi biegunka po zjedzeniu slimaka,
u drugiego wysypka po wypiciu mleka, trzeci umrze od orzecha, a
czwarty, piaty i dziesiaty beda sie miec dobrze.
Acha, nie mam mlecznego nalogu, pije mleko od czasu do czasu, nie
mam od tego alergii, problemow z zoladkiem, guzow na nogach ani
powykrecanych palcow ;)))

Wróciłem opalony, zadowolony i...

Oczywiscie Mysza ze nie mozesz porownywac nawyku alkoholizmu z
myciem zebow czy z jazda autobusem.

Mycie zebow czy jazda to nawyk wynikajacy z potrzeby codziennej.
Tak szczerze mowiac to watpie, by ktokolwiek lubil myc zeby albo
jezdzic autobusem. To nawyk w sensie- rzecz tak zwyczajna i
codzienna, tak prosta zarazem, ze mozg musi robic to nawykowo bo by
zglupial myslac nad tym.

Natomiast alkohol to substancja, ktora poprawia nastroj.
Bardziej porownalbym to z jezdzeniem na urlop w ulubione miejsce
albo z czytaniem ulubionej gazety.

Tylko alkohol daje nieporowynywalnie wiecej ( choc wiecej tez
kosztuje, ale cos za cos, nie ma nic za darmo w przyrodzie).

Dzialanie alkoholu jest proste jak cep- wypijasz i czujesz sie dobrze
( pomijajac rauchen i Augusta ktorzy pili choc czuli sie po alkoholu
zle).

A kazdy czlowiek woli sie czuc dobrze.

Tu pojawia sie natomiast kwestia umiejetnosci dalekowzrocznego
myslenia oraz zachowania umiaru- co jest z tym zwiazane.

Dojrzaly czlowiek zdaje sobie sprawe z tego, ze przyjemnosc z
alkoholu jest sztuczna. Niektorzy ludzie jednak nie chca lub nie
potrafia tego zauwazyc.
I tu kryje sie pulapka.

czlowiek pijac dziala racjonalnie- jak zwierze ( w doswiadczeniach
wielokrotnie udowodniono, ze majac do wyboru alkohol i zwykla wode
czy to niedzwiedzie, czy szczury czy szympansy wybieraly alkohol).

To powstrzymanie sie od nieumiarkowania w korzystanoi z tej
przyjemnosci jest wyuczonym sztucznie ( ludzko) zachowaniem, a picie
bez umiaru wyuczonym w sensie naturalnym, instynktownym.

Jest wiec odwrotnie jak piszesz- czlowiek nie uczy sie pic tylko
czlowiek uczy sie od dziecka tak, aby nie popasc w nalogi.
Jak sie tego nie nauczy to popada.
I wtedy nalezy do nauczyc tej umiejetnosci dojrzalego myslenia.

AA nie robi wiele z "uzalezniona osobowoscia" a raczej stawia na
adaptacje do niej pod katem najmniejszych strat.
Psychologia kognitywna polega na czym innym- szukaniu zrodel czyli
wyuczaniu zdrowych zachowan.

Wedlug mnie jest lepsza.

A czlowiek dziala racjonalnie, tylko my nie umiemy tych racji
zauwazyc bo po prostu mozg ludzki jest zbyt skomplikowany, wiec w
efelkcie dziala jakby nieracjonalnie.
Nieracjonalnie- bo niezgodnie z "normami", ale wg swoich wlasych
norm dziala jak najbardziej racjonalnie, wrecz mechanicznie.
Tylko poznanie tej mechaniki jest jak mowie niemozliwe.
Dlatego trzeba skupiac sie na paru podstawowych mechanizmach,
wtlaczanych do glowy niemal na sile.

( zreszta terapeuci Aowscy korzystaja z tego bez umiaru- a czym
innym jest wpajanie strachu, wielokrotne mowienie o dnach itp?
ksztaltowaniem nawykow myslowych. zamiast alkohol-> przyjemnosc
nawyk alkohol-> dno i smierc)

Bez internetu nie ma sukcesu w turystyce

Kochani . W obecnych czasach wielu rzeczy nie da się zrobić bez internetu. Na
pewno niczego nie można zrobić bez pomysłu. Również na pewno nie osiągnie się
sukcesu w turystyce jeśli będą to robić tylko urzędnicy (przykład : Jadwiga B.).
Aby osiągnąć sukces w turystyce Potrzebne są: gościnność!!!, pomysł i
przedsiębiorczość, poszanowanie miejsca, w którym się mieszka i chce zarabiać,
świadomość walorów otoczenia, życzliwość lokalnych urzędników (aby chociaż nie
przeszkadzali i pomogli wybudować drogi i kanalizacje, oczyścić lasy rzeki i
jeziora itp. Internet jest bardzo pomocny w osiąganiu sukcesu w każdej
dziedzinie, nie tylko w turystyce. Internet może być jedynie pomocnym narzędziem
w przyciągnięciu turystów. Nic jednak nie zastąpi podmiotów obsługujących gości.
Mam propozycję dla każdego kto nie boi się pracy, jest pogodnym i otwartym na
innych człowiekiem , może zainwestować parę groszy na własne biurko i internet,
a mogę mu powiedzieć jak zarabiać dzięki turystyce.Niestety większość urzędników
( nie wyłączając marszałkowych ), a także dyskutantów, nie ma pomysłu jak ma
wyglądać rozwój gospodarczy poprzez rozwój turystyki. Cóż z tego, że mamy piękną
(ale zaśmieconą przyrodę) , położenie, zabytki historyczne itp. skoro nie mamy
nawyku przedsiębiorczości. Boimy się porażki i dlatego wolimy narzekać i
dyskutować a nie zakasać rękawy i rozpocząć działalność gospodarczą na własny
rachunek. Powtarzam raz jeszcze, żaden cud przyrody nie spełni oczekiwań
turysty, bo nie da mu jeść, nie przenocuje, nie dowiezie, czy też nie pokaże
innych leżących niedaleko cudów. Potrzebne są oprócz walorów i grupy zapaleńców,
i internet i urzędnicy, i podmioty turystyczne(przewodnicy, kajaki, rowery,
konie, jedzenie, spanie, transport itp ,itp.Chcemy tylko jęczeć i narzekać,
proszę bardo ulżyjmy sobie - niczego to nie zmieni. Jeśli jednak chcemy coś
zmienić zapraszam nie tylko do merytorycznej dyskusji, ale przede wszystkim do
współpracy. Zamiast marudzenia proponuję zarabianie. Jest gdzie i jest na czym.
W grupie znacznie łatwiej i szybciej osiągnąć sukces niż samotnie.

Kowalska dala siana.

w sumie moje miłe panie dobrze kombinowałyście..z własnego
doswiadczenia: dziecko widzi, że mama ogląda czarne robaczki w
ksiązce i jest ciekawe czemu się zaśmiewa..mama mówi, że te robaczki
opowiadaja jej śmiesne i ciekawe historie..efekt..dziecko w wieku 4
lat samo!! nauczyło sie czytać! Mama ma czas rozmawiac z dzieckiem,
odpowiadac na pytania..rezultat: dziecko ma znacznie większy zasób
słów i wiedzy niz rówieśnik oddany do najlepszej "placówki"..tu
miesci się dużo większy zasób pojęć jakimi posługuje się np.2 letnie
dziecko, wiedza z biologii (odróżnianie ptaszków czy roślinek),
matematyki, zjawisk przyrodniczych i ich przyczyn, nawet astronomii
bo mielismy fajną ciekawą dla obojga książke dla dzieci..itd. Mój
młody nauczył się czytac i pisac, jak wspomniałam w wieku 4 lat,
moja rola ograniczała się do odpowiedzi na pytania i pokazywania jak
poprawnie wyglada literka pisana (czasem pisał odwrotnie..bo uczył
sie sam)w wieku 6 lat czytał płynnie, ze zrozumieniem co pozwoliło
mu juz na samodzielne poznawanie wiedzy(przeczytał wszystkie książki
z serii o Tomku Wilmowskim Szklarskiego), ..i to że ta ciekawośc
swiata wydawała mu się (jak i mi) ważna i tak mu zostało do dziś..to
chyba własnie zaleta czasu spedzonego ze mna przez pierwsze lata
życia..ta teoria o której wspomniałam wyżej oczywiscie nie jest
moja, lecz jakis tam amerykańskich uczonych..gdzieś na nia trafiłam
i zapamietałam..fakt, ze dziecko zdobywa wtedy maksimum
wiedzy..zaczynając od tego, ze ogień parzy czy woda jest
mokra..przez obserwację i rozmowę uczy się też pojęć moralnych czy
społecznych: nie wolno bic, nie wolno zabierać cudzej rzeczy..uczy
sie też co jest dla rodziców priorytetem..może nie zawsze jeszcze
rozumie to dosłownie ale wynosi przez obserwację pewne nawyki,
wrażenia, podstawy przyszłego wychowania i zachowania w czasie
późniejszego rozwoju..dzieci są doskonałymi obserwatorami..to też
nie moja teoria

przedszkole Nowosolna/Łódź

przedszkole Nowosolna/Łódź
Każda inicjatywa ma swój początek, tak też jest z naszym
przedszkolem. Pewnego dnia stwierdziliśmy, że trzeba stworzyć
przedszkole z prawdziwego zdarzenia dla naszej córki. To ona była
inspiracją.
Jesteśmy ambitnymi rodzicami, którym bardzo zależy aby nasza córka
mogła uczęszczać do przyjaznego przedszkola, które dałoby jej i
innym dzieciom duże możliwości rozwoju... postanowiliśmy sami zabrać
się za otworzenie niepublicznego przedszkola. Nie ukrywamy, że nie
jest to łatwe i raczej trzeba mieć dużo cierpliwości, ale do
odważnych i wytrwałych świat należy - urzędom się nie damy

Ponieważ jesteśmy ludźmi bardzo otwartymi i cenimy sobie zdanie
innych, będziemy Wam bardzo wdzięczni, za wszelkie uwagi, które
wpłyną na jakość pracy tego nowego przedszkola... piszcie co Wam
przeszkadza w obecnych przedszkolach, co uważacie za wyjątkowo
fajne, jakie macie zajęcia dodatkowe, ile za nie dodatkowo płacicie,
jaka jest wysokość opłat miesięcznych/czesnego, czy w przedszkolu
jest kuchnia czy catering – ile dodatkowo trzeba zapłacić za
wyżywienie, czy macie wpływ na to co jedzą Wasze dzieci... wszystkie
komentarze będą pomocne.
Jeżeli na forum są mamy przyszłych przedszkolaków - to napiszcie co
chciałybyście mieć w takim "wymarzonym" przedszkolu.

Nasze przedszkole planujemy otworzyć w wakacje w okolicach
Nowosolnej/Łódź (mamy nadzieję, że do tego czasu uporamy się z
wszystkimi formalnościami).

Naszym celem jest szeroko pojęty rozwój dzieci od najmłodszych lat.
Rozwój, który odbywa się w harmonii z domem rodzinnym. Tym samym
chcemy podkreślić ogromną rolę rodziców w procesie wychowawczym. W
naszym przedszkolu chcemy promować zdrowy styl życia (dlatego też
wybraliśmy miejsce na obrzeżach Łodzi). Edukację rozpoczynamy od
umożliwienia dzieciom zdrowego odżywiania, dostosowanego do
indywidualnych potrzeb maluchów (dieta wegetariańska, bezglutenowa i
inne). Stworzenie integracyjnych, małolicznych grup zróżnicowanych
wiekowo, to sposób na zdobywanie wielu niezbędnych doświadczeń oraz
wyrobienie w dzieciach pozytywnych nawyków.

Zajęcia oparte będą o program Ministerstwa Edukacji Narodowej z
elementami pedagogiki Montessori i koncepcji pedagogicznej Rudolfa
Steinera. Dzieci będą uczyły się angielskiego i hiszpańskiego. W
ramach zajęć podstawowych znajdą się również: edukacja
proekologiczna (kształtowanie świadomości ekologicznej, wycieczki
przyrodnicze, opieka nad zwierzętami i ogródkiem przedszkolnym),
plastyka, ceramika, gimnastyka korekcyjna, rytmika/taniec,
bajkoterapia, kółko teatralne.

A może są na forum młode mamy, które chciałby się zaangażować w to
przedsięwzięcie? Jesteśmy otwarci na pomoc i chęć współpracy

Pozdrawiamy wszystkich i z góry dziękujemy za pomoc w współtworzeniu
fajnej placówki dla naszych pociech, w końcu to one są tutaj
najważniejsze!
Agnieszka, Marcin i nasza Zuzanka

RAŚ startuje w wyborach

RAS-OPOLSKIE
RUCH AUTONOMII ŚLĄSKA
WOJEWÓDZTWO OPOLSKIE

Uwierz w szczęśliwą przyszłość Śląska, w odrodzenie Narodu Twego
Niech nic nie wzruszy Ci tej wiary mimo wszystko, co wydarzyło się.
Zachowaj się pod każdym względem jak gdyby od Ciebie wszystko zależało,
Przeznaczenie i rozwój śląskich spraw i odpowiedzialność na Tobie spoczęła.

Ruch Autonomii Śląska w województwie opolskim tworzą ludzie, którzy chcą
pracować dla naszego górnośląskiego regionu, małej ojczyzny, Heimatu -
rozumianego jako interes wszystkich mieszkańców śląskiej ziemi.

Nasi działacze wywodzą się spoza dotychczasowych układów samorządowych.
Pozwoli to im w sposób świeży i bezstronny spojrzeć na problemy gmin powiatów,
województwa a jednocześnie eliminować zjawiska korupcji urzędników.

Nasz program społeczno-polityczny

1. Mieszkańcy naszego regionu

będziemy bronić praw zamieszkujących województwo opolskie mniejszości
narodowych i etnicznych

będziemy wspierać współpracę wszystkich mieszkańców Śląska

chcemy nawiązać kontakty partnerskie z gminami, miastami województwa śląskiego
(wymiana kulturalna, wymiana doświadczeń w działalności samorządowej) - dziś
lepiej znamy gminy partnerskie niemieckie, niż te z województwa śląskiego !

2. Edukacja i kultura

jesteśmy za regionalizacją oświaty tzn. programy nauczania winny być ustalane
w regionie i uwzględniać prawdziwą edukację regionalną ( na wszystkich
szczeblach nauczania ) oraz winny być skierowane na potrzeby zatrudnienia
regionu

jesteśmy za utrzymaniem i kultywowaniem wielokulturowości naszego regionu -
nie zgadzamy się na polonizowanie śląskości

jesteśmy za niczym nieskrępowanym kultywowaniem języków mniejszości etnicznych
i narodowych

jesteśmy za równym dostępem do edukacji dla wszystkich mieszkańców województwa
opolskiego

3. „Po pierwsze Gospodarka, głupku”.( prezydent USA Bill Clinton )

będziemy aktywnymi w pozyskiwaniu inwestorów na teren naszego województwa,
powiatu, gminy
będziemy pomagać chcącym inwestować w naszym regionie, powiecie, gminie ze
szczególnym uwzględnieniem tych, którzy zarobione pieniądze na Zachodzie
zechcą zainwestować u siebie
będziemy promować wszelkie inicjatywy w dziedzinie produkcji ekologicznej
energii i wykorzystania energii odnawialnych
będziemy aktywnie wspierać i promować inwestycje przerabiające rzepak w paliwo
ekologiczne
będziemy dążyć do ekologicznej gospodarki odpadami komunalnymi ( odzyskiwanie,
zagospodarowywanie i przerób surowców wtórnych )
będziemy wykorzystywać każdą okazję do promocji naszego regionu, powiatu, gminy
( w tym promocja , reklama istniejących firm nawet na koszt samorządu, oferty
inwestycyjne)
4. Rolnictwo

chcemy poprzez swoich przedstawicieli brać czynny udział w tworzeniu centrum
logistycznego dla produktów rolniczych jako element konkurencyjności z
rolnictwem UE

będziemy wspierać inicjatywy dotyczące produkcji paliwa ekologicznego z
rzepaku, jako element przyszłego rozwoju gospodarczego województwa oraz jako
środek na zapewnienie miejsc pracy

chcemy aby agroturystyka i rolnictwo ekologiczne było alternatywą dla rozwoju
opolskiej wsi przy wykorzystaniu naturalnych walorów przyrodniczych regionu -
temu służyć będą nasze działania ( szeroko pojęta promocja i informacja
gospodarcza )

5. Samorząd

nasi radni w swojej pracy będą kierować się zasadami:
stałe konsultacje z wyborcami przed podjęciem ważnych decyzji
nie będziemy opierać swojego mandatu radnego na starych kontaktach, nawykach,
przyzwyczajeniach z minionej epoki
chcemy naszą pracą udowodnić wyborcom, że liczymy się z nimi również po
wyborach informując ich o najważniejszych sprawach samorządu
będziemy walczyć z wszelkimi przejawami korupcji urzędników
stworzenie skutecznego lobby na rzecz reformy finansowania samorządów - za
kompetencjami winny pójść pieniądze ( pieniądze z podatków powinny w większej
części pozostawać w samorządach )
stworzenie programu edukacji obywatelskiej mającej na celu wykształcenie
prawdziwego i świadomego obywatela ( poprzez dostępne samorządowe publikatory -
lokalne gazety, biuletyny, informacje na stronach internetowych oraz
wprowadzenie stosownych programów do szkół )
RUCH AUTONOMII ŚLĄSKA to organizacja o wyrazistym obliczu. RAŚ nie ogranicza
się do wąsko pojmowanego „regionalizmu” innych organizacji śląskich,
wielkopolskich czy kaszubskich. Prezentujemy sprecyzowaną wizję Śląska jako
podmiotu w zjednoczonej Europie. Wizja ta oparta jest na rozwiązaniach
przyjętych już w wielu regionach europejskich. Wymienione wyżej cele RAŚ
zamierza osiągnąć metodami pokojowymi, wykorzystując dostępne procedury
demokratyczne.

Proces ślązaczenia potomków goroli / chadziaji

Gość portalu: k napisał(a):

> slezan napisał:
>
> > Zwyczaj taki jest wynikiem społecznej umowy, konwencji. Nie zawężaj znacze
> nia
> > pojęcia umowa do kontraktu.
>
> To nie ja zawezam pojecie umowy to TY do worka umowy wrzucasz co popadnie.
> Wez sobie encyklopedie i poczytaj co to jest umowa a co zwyczaj. Zwyczaj to
> sposob postepowania wynikajacego z nabytej dyspozycji, przyzwyczajenia; nawyk.
> To co zostalo utwierdzone przez tradycje co jest powszechnie przyjete w
jakiejs
>
> spolecznosci. Umowa natomiast jest pisemnym lub ustnym porozumieniem sie
stron
> (szczegolnie praw i obowiazkow) to co jest wynikiem tego porozumienia.
> Zatem zobacz sam jaka jest zasadnicza roznica w tych pojeciach. Moznaby miec
> pretensje do krowy ze daje mleko zamiast wodki. Krowa ma nabyta
predyspozycje
> do dawania mleka a nie wodki i to nie jest zadna umowa. Picie herbaty po
> obiedzie nie jest zadna umowa a zwyczajem bo o tej porze harbata najlepiej
> smakuje. Jednym ta sama herbata lepiej smakuje popoludniu innym rano a
jeszcze
> innym wieczorem to nie wynika z umowy czyli z porozumienia sie stron a z
checi
> picia herbaty o tej wlasnie porze.

Krótka piłka - definicja pojęcia "konwencja" ze sownika pojęć dla klas piątych:
KONWENCJA – umowa (społeczna, międzynarodowa), przyjęty zwyczaj, zespół
przyjętych norm (działania, postępowania).
A teraz cytat, który pokazuje wymienność słów "umowa" i "zwyczaj" w określonych
kontekstach:
"Przejściu od faktów surowych do faktów naukowych towarzyszy wzrost znaczenia
konwencjonalnych założeń. Nie znajdujemy w przyrodzie podziału materiałów na
izolatory i przewodniki, lecz wprowadzamy go na podstawie naszych poglądów na
naturę przewodnictwa elektrycznego. Czy zatem stwierdzenie, że metale są
przewodnikami, jest definicją metalu, czy też stwierdzeniem empirycznym?
Rozstrzygnięcie tego wymaga przyjęcia pewnej umowy, jak będziemy używać
słowa "metal", ale umowa ta nie jest całkowicie dowolna. W przyrodzie istnieje
dostatecznie szeroka klasa materiałów, mających podobne właściwości i
odznaczających się przewodnictwem elektrycznym, by pojęcie metalu było
użyteczne."

>
> > Ależ co do tego, że śląski nie pochodzi od polskiego nie ma najmniejszej
> > wątpliwości! Jak śląskie dialekty mogą pochodzić od języka, którego standa
> rd
> > powstałw XVI wieku? POlski został opracowany na podstawie dialektów
> pokrewnych
> > dialektom śląskim, bowiem wyrastającym zjednego, północnosłowiańskiego pni
> a.
>
> Z tego co napisales wynika ze przed XVI w. nie bylo jezyka polskiego. To w
> jakim jezyku porozywiewali sie Polacy przed XVIw.? Mylisz dwa pojecia
> standaryzacja (jak sam piszesz) z narodzinami jez.pol. W XVIw. jezyk polski
> nabral formy pismiennej i w takiej formie zaczol byc rozpowszechniany
> oficielnie. Do tego czasu wsrod Polakow funkcjonowala forma mowiona i z
takiej
> formy wyrosla gwara slaska.

Nie fukcjonowała jedna forma mówiona, ale wiele form - bardzo zresztą
zbliżonych do mowy Czechów i Morawian. Twierdzenie, że z mowy tej wyrosła gwara
śląska jest absurdalne. Czyżby mieszkańcy Śląska uczyli się mówić od Polan?
Mowa Ślązaków podobnie jak mowa Polaków sięgała korzeniami prasłowiańskiej (czy
czesnosłowiańskiej) wspólnoty językowej i o tyle można mówić o ich bliskim
pokrewieństwie.

Duchowni pielegnowali jez.polski na Slasku.

W jaki sposób, skoro do XVI w. powszechnie obowiązywała łacina?

>Ludnosc
>
> slaska mowila gwara tj. terytorialna odmiana jezyka narodowego rozniaca sie
> cechami fonetycznymi, morfologi, skladniowymi, leksykalnymi od jez.
> ogolnonarodowego. Potem doszly jeszcze zaporzyczenia z innych osciennych
> jezykow.

Jak mógł być język narodowy, skoro nie było narodów? Niema żądnej ligiki w tym
co piszesz. Tzw. języki narodowe powstały z dialektów, a nie odwrotnie.
Tymczasem Ty wmawiasz mi, że dialekty śląskie wyłoniły się z języka polskiego.

>
> > Napisałem "bywa", a nie "jest". Ludzie, tak słabo znacie własny język, że
> nie
> > łapiecie takich niuansów?
>
> Zgadza sie napisales 'bywa' ale potem cala reszta jest w kontekscie 'jest'.
> Latwo u kogos w oku znalesc igle a w nie widziec belki w swoim.
> Najonalisci tworza narody wokol idei a nie jezyka. Jakos nie potrafiles
> odpowiedziec na przyklady Austryjakow i Niemcow i Rumunow, Albanczykow i
> Wlochow.

Nie muszę odpowiadać, bowiem twierdzę, że "bywa" a nie "jest zawsze". W moim
przekonaniu wyrziłem się wsytarczająco precyzyjnie. To Ty negujesz moją tezę,
tak więc na Tobie spoczywa ciężar dowodu, że "nie bywa".

Czy postdoc=naukowiec?

"pracownik naukowy nie moze byc naukowcem, czy jedno wyklucza drugie ?"

Oh, semantyka?
"Pracownik naukowy" ma znaczenie pejoratywne wylacznie (z dobrych czasow
gomulkowsko-gierkowskich, oznacza osobe - pseudonaukowca - ktora zamiast
dzialalnosci odkrywczej prowadzi wylacznie dzialanosc biurowo administracyjna.
Innymi slowy jest to zaprzeczenie naukowca.

"A jaki tytul gwarantuje ?"

"Pytanie bylo z serii oczywistych taka jest i odpowiedz"
Autor(ka) pierwszego postu byl(a) zmeczona glupota doktorantow, ja jedynie
stwierdzilem ze ma racje: tytul niczego nie gwarantuje. Bylo to jedynie
potwierdzenie smutnej uwagi autora/autorki pierwszego postu.

"Postdoc niekoniecznie jest doktorem nauk filozoficznych."
No, to jest dosc zabawne, zajrzyj do zrodloslowu znaczenia slowa "filozofia"
Z greki "philos" - milosc oraz "sophia" madrosc. Poczatkowo filozofia obejmowala
piec dziedzin: epistemologie, metafizyke, etyke, logike, oraz estetyke.
Arystoteles dodal polityke, fizyke, geologie, meteorologie, astronomie oraz
biologie.
Tytul PhD wywodzi sie z laciny (Philosophiae Doctor) i oznacza generalnie nauki
przyrodnicze. Poczatkowo nadawane osobom ktore osiagnely okreslony status na
sredniowiecznej uczelni i ktore demonstrowaly PRODUKTYWNA (w przeciwienstwie do
pracownikow naukowych) kariere w dziedzinie filozofii (nauk przyrodniczych).
Doktor oznacza nauczyciela tytul nadawany osobom ktore poswiecily sie uczeniu i
szerzeniu nauki. W owczesnych czasach byl to najnizszy tytul uniwersytecki i po
pewnym czasie umarl smiercia naturalna. Tytul odzyskal znaczenie za czasow
Fryderyka Wilhelma. Byl nadawany osobom ktore podjely prowadzenie badan w
dziedzinie nauk przyrodniczych i humanistycznych. W Anglii od poczatku tego
wieku wprowadzono stopien Doctor of Science (D.Sc) oraz Doctor of Letters
(D.Litt) oba sa wyzszymi stopniami naukowymi ktore wymagaja dobrze
udokumentowanej kariery naukowej. Tych tytulow jest z reszta znacznie wiecej
oreaz cale mnostwo wariacji na temet j.w.
Innymi slowy "doktor nauk filozoficznych" odnosi sie do pierwotnego znaczenia
nauk, nie samej filozofii.
W Polsce tlumaczony jako Doktor nauk przyrodniczych.

" Nigdzie nie napisala, ze ma problem z Windows, napisala wyraznie:
> > bo moje programy nie wala sie tak czesto i uzytkownicy mnie raczej
> lubia i nie pomstuja na mnie tak bardzo jak narzekaja na Microsoft"

Serio? wyraznie sugeruje wyzszosc jednego nad drugim. Szczerze mowiac guzik mnie
obchodzi jakosc oprogramowania MS. Stwierdzenie jest jednak strasznie smieszne.

"Miliony uzytkownikow psiocza na Microsoft rowno, we wszystkich jezykach swiata,
moze wedlug Ciebie bez powodu,"

Ehh, MS nie jest w stanie mimo niezwyklych wysilkow stworzyc oprogramowanie dla
wszystkich. Zainstalowalem corce windows XP Pro trzy lata temu. Zadnych wirusow,
worms (mimo ze przez dwa lata nie bylo zadnego programu ochronnego - po prostu
trzeba wiedziec co sie robi) czy "zwisow systemu". Odpala sie tak samo szybko
dzisiaj jak i za pierweszym razem. Ta sama konifguracja jest stosowana w pracy
(czyli wielu uzytkownikow z roznymi nawykami), efekt dokladnie ten sam. Nie moge
odpowiedac za "miliony uzytkownikow". Uwazam jednak iz 95% wpadek wynika z
niewiedzy.

"lunuks"
Przepraszam za literowke

To tyle, jesli idzie o "wtrety"

WYJAZD Z KRAJU CZ. III

Asiu serdecznie pozdrawiam....tak to bywa czasmi ,biegajac po plazy
"skrecilem" sobie stope. I pare tygodni byly masaze, jakis naciagania
i tak dalej. Komputer troche nawalil. A w glowie mialem myslenie zeby dobrze,
zaczac chodzic. Juz coraz lepiej. Doskonala opieka w tutejszym szpitalu.Studenci
mieli doskonale poletko doswiadczalne na moich nerwach.:))Ale trzeba przyznac ze
dobrze sobie Ci ludeczkowie z fizjoterapi radza.Wyobraz sobie kiedy przyszedlem-
a raczej dowloklem sie do szpitala, kiedy czekalme na spotkanie z lekarzem,
na scianie tam gdzie przyjmuja zobaczylem ciekawa informacje.
Ze osoby ktore znajduja sie w Australii turystycznie i maja problemy
podobne jak ja musza za wizyte w normalnym szpitalu zaplacic $75, ewetualnie
jezli dana osba ma ubezpieczenie to ubezpiecznie pokrywa koszty.
Wazna sprawa, bo byly przypadki ze ludzie przylatywali do Australii i kompletnie
nie mieli ubezpieczenia.
Tam gdzie sobie obecnie mieszkam ,mieszka sobie kilku ludzi z Japonii,
wlasnie pare dni, przy jakiej sympatycznej ssaki wywiazala sie ciekawa dyskusja
na temat zycia i egzystencji w roznch krajach. Bo obok mieszka dziewczyna
z Iralndii ( Dublin), ktos z Holandii wiec "praktycznie cala wioska swiata",
ktos z Korei, ktos inny z Papua Gwinea i tak dalej.Kazdy ma swoje osobiste
obserwacje, nawyki i opinie. Doskonale jest porozmawiac sobie z ludzmi.
Ciekawe i czasmi bardzo rozne opinie i wrazenia.
Wiekszosc tych ludzi z ktorymi rozmawialem wprost stwierdziala ze, przyjechali
do
Australii "nie w pogoni za pieniadzem", ale zeby zobaczyc poznac kontynent,
troche popracowac, poznac jecyk angielski, oraz zoabczyc jak sobie ludzie
tutaj zyja.Ktos z tej grupy byl tez w Nowej Zelandii i powiedzial ze bardzo
dobry kraj do zycia. Fenomenalne widoki i przyroda ,uczynni i zyczliwi ludzie.
Inaczej patrzacy na sparwy egzystencji.Ale to mozna zrozumiec kiedy,
sie przewedrowlo jakis czas zycia. Szalenie lubie takie rozmowy.
Kiedy na moje pytanie, do dziewczyny z Japonii ( za miesiac wylatuje do Japonii)
czy ma ubezpiecznie zdrowotne w Australii, powiedziala, ze nie
i usmiechajac sie powiedziala ze,
"Do czasu wylotu z Australii zwyczajnie i normalnie postara sie nie chorowac ,
oraz nie miec ,zadnego wypadku czy zwichniecia np. stopy.
Dziewczyna ta jest bardzo "zapalona" jezli chodzi o serfowanie na desce wodnej.
Codzienie rano -bierze deske i wyplywa na fale oceanicznie.
Usmiechnelsmy sie i powiedzielem ...."good luck":))) a ona poczestowala mnie
ssaki i fajnie.
Tak to bywa.Kiedy "dojde" tak dobrze do siebie to postaram sie napisac na Twoj
@ poniewaz podalas.Dyskusja toczy sie dalej i bardzo dobrze.
Jezli chodzi o ludzi z Nowej Zelandii ( bo byly tez takie pytania) obecnie
jezli ktos przylatuje do Australii z paszportem Nowej Zelandii na korzystnie
z tzw.opieki pobierania roznego rodzaju rzadowych pieniedzy- czyli swiadczen
typu : zasiki dla bezrobotnych, chorobowe zasiki i tak dalej musi czekac
2 lata.Kiedys bylo kompletnie inaczej ,zwyczajnie po przylocie do Australii
z Nowej Zelandii, mozna bylo tego samego dnia otrzymac pomoc zadowa czyli,
np.unemploment benefit.Teraz to wyglada kompletnie inaczej.To tak na
marginesie . Asiu jeszcze raz cieplo pozrawiam i kiedy wydobrzeje to napisze
na Twoj @ adres.
Ciekawa sprawa od paru dni z Brisbane mozna na Nowa Zeandie, poleciec za jedynie
$250 !!!Jak wydobrzeje ( moze to bedzie w tym roku a...moze pozniej)
zobaczymy sie w Nowej Zleandii.
ps...pare dni wstecz po kolejnym masazu w szpitalu, odkrylem na Gold-Coast ze
jest
duza firma ktora ma ma praktycznie, wszystkie alkohole swiata .Okazalo sie ze
maja
tez piwo z Polski (w kartonach). Kiedy bede lecial postarm sie zabrac z dwa
kartoniki:)))
A moze chcesz to podesle:)))
serdecznie i optymistycznie
pozdrawiam....
do nastepnego spotkania